astarte at ownlog '06


Link 06.12.2006 :: 19:47 Komentuj (18)
(hurra!)

Dziś okazało się czego brakowało w moim życiu przez ostatni miesiąc. Otóż była to delikatna pianka do włosów timotei. W końcu nic mi się nie odgina, nie odwija, grzywka na miejscu. Eureka, witamy ponownie w lepszym życiu!

I nawet dostałam prezent od Mikołaja!

Ostatnio pracy mało, szkoła się nie odzywa odkąd obiecałam, że ZAPŁACĘ, więc sporo dni wygląda wg schematu: tuż przed południem- otwarcie oczu, długa kąpiel, włóczenie się po pustym mieszkaniu, więcej lub mniej godzin w pracy, opcjonalne spotkanie towarzyskie, nocne zakupy w tesco, zarywanie pół nocy przez oglądanie seriali w łózku. Dziś postaramy się tą złą serię zakończyć (rano posprzątałam dokładnie całe mieszkanie, KOCHAM swoje puste mieszkanie, czy już mówiłam?).

A w grudniowej Machinie mój debiut na łamach tego miesiecznika.

Znalazłam sobie też zawodowego wroga, co bardzo poprawiło mi humor i ustanowiło cele na najbliższe dwa lata. Pan ów publikuje we wszystkich możliwych miejscach (machina, dziennik, cinema, kino, film) i doprowadza mnie do szewskiej pasji. Tym, że wszędzie publikuje. Oraz tym jak absolutnie pretensjonalne są jego teksty. Jak już przechodzi do samej oceny filmu- to ja nie mam zastrzeżeń, w dodatku zazwyczaj się zgadzam z oceną. Ale zawsze musi wcisnąć ANEGDOTKĘ i zazwyczaj są one tego pokroju, że robi mi się SŁABO. Ad jego recenzji "Wiatru buszującego w jęczmieniu": sorry, Batory, ale nie widzę w tekście dotyczącym filmu o walce narodowowyzwoleńczej W LATACH DWUDZIESTYCH XX wieku, zastosowania dla opowieści o Polakach pracujących w dublińskich pubach. Hejta! W dodatku jakoś tam normalnie uzasadniona, bo mnie wygryzł właśnie z pisania o Źródle do styczniowego numeru;-) Z refleksji nad samą sobą: ostatnio pierwszy raz pisałam rec filmu, którego nie widziałam. Był to koszmar i hardkor i nigdy więcej. A już na pewno jeśli film jest uznawanego reżysera;-) Poza tym wkroczyłam na level świadomości pt: JAK pisać lepiej (i się co jakiś czas nie żenować). Oby były to poprawne wnioski.

Dodatkowo w kwestii kina.

Ostatnio miałam jakąś czarną serię. Wieża: don't even get me started on this one- co za koszmar, Księga rekordów Szutki- też jakoś nie bardzo. Na akademii Pat Garrett i Billy Kid, czyli kolejny przykład tego, jak dobrze się śpi na KLASYCE. Chociaż Dylan świetny. Muzyka też. Oraz z zaległych indie produkcji: Chumscrubber. Przyjemne (?), ale końcówka koszmar. W ramach weekendowego masochizmu widziałam też Patrol. Byłoby na pewno lepsze gdyby zlikwidować ostatnie 20 minut. I jednak zawsze cieszy, jak indie traki są wykorzystywane w takich typowych popcorn flickach- tutaj akurat Kasabian i wielbione przeze mnie Black Rabel Motorcycle Club. A w kwestii indie wykorzystywanego w wielkich produkcjach to Entourage jest w tym mistrzem.
W PIERWSZYM sezonie jest FF, później Dead60s. Hej, to wtedy nawet w Anglii było mało znane! Lowe!

A dziś śniło mi się, że byłam służbowo w Londynie i strasznie żałowałam, że nie mogę podskoczyć do Brighton. Po sobie uświadomiłam, że przecież i tak zaraz tam będę jechać, więc będę sobie jeździła do Brighton kiedy mi się podoba. Czyżby PRZEPOWIEDNIA? Strasznie jakoś dziwnie, że Londyn tak spowszedniał i wszyscy mają go w nosie.

Załóż bloga

Archiwum

2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec

Kategorie

Linki

Księga gości

Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl