Link 07.09.2006 :: 14:25 Komentuj (5)
Refleksje chwilę po zobaczeniu Samotności w sieci: o nie, o nie. Co za kupa.
Zaprawdę nie wiem, kto teraz dostanie tytuł najgorszego polskiego filmu roku. Do zeszłego tygodnia wygrywali "Kochankowie roku tygrysa".
A w poniedziałek był pokaz "Oficerów" (yey!), Szyc i Małaszyński i przez pół dnia nie mogłam usiedzieć z podekscytowania.
A w niedzielę byłyśmy z dziewczynkami na Pradze. Polecam pub praktycznie naprzeciwko Łysego pingwina. Fajne fotele, regały, które chcę zabrać do domu i trochę folkloru. I gigantczny, obrzydliwy czarny pająk na froncie.
Link 12.09.2006 :: 16:14 Komentuj (2)
Pofestiwalowy kac muzyczny. Od wczoraj nie słucham niczego innego oprócz Iana Browna, ciągle I wanna be adored albo F.E.A.R. Się porobiło.
Muzycznie festiwal genialny. Na sam początek niesamowity koncert Maximo, który byl dużym wzruszeniem. Okazało się, że Paul ma absolutnie przepiękny i mocny głos na żywo, że energia go rozpiera i generalnie jest człowiekiem żabą wyskakującym co kilkanaście sekund wysoko w powietrze. Oprócz tego świetny Pan Klawiszowiec, który ani przez chwilę nie potrafił ustać na miejscu i jak akurat nie musiał grać to zasuwal od jednego końca sceny do drugiego, udając, że gra na gitarze. No i śliczni Ci chłopcy. I cudnie ubrani. A że na koncercie byłam z szymonem, i obydwoje jesteśmy szczerymi fanami chłopaków z Newcastle to było niezłe szaleństwo. Szkoda tylko, że załosnie mało ludzi i w większości dodatkowo przypadkowi.
Następnie droga Peaches, która jest czarownicą i wiedżmą. Srebrno- złote outfity, rozbieranie się na scenie, wielki dmuchany kutas. W dodatku muzycznie też fajnie.
Daft Punk. No i prawda jest taka, że przylecieli i zagrali na statku kosmicznym. Niesamowite światła, niesamowite wrażenia. Bardzo długie, czasami bardzo męczące remiksy. I pewien fajny komiksiarz, który wpadł w absolutny, połtoragodzinny trans. Super było usłyszeć One more time na żywo.
A później spędziłam urocze godziny pod skrzydłami najlepiej ubranych chłopaków Warszawy. Miło. Dość słaby Gilles (SERIOUSLY) i momentami nudnawe The Crystal Method. Ale Panowie zza oceanu zrobili remiks Bloc Party i Blur. Co prawda do granic możliwości hardkorowy, ale zawsze na plus;-)
W niedziele miłe Stereo Mc's. I później chyba absolutny hajlajt festiwalu, bo Ian Brown. Którego ani fanką nie byłam, ani specjalnie nie znałam. Kojarzyłam kilka kawałków, nawet do końca nie wiedząc, że to Iana. Ale kupił mnie odrazu I wanna be adored i tak już zostało do końca. Poza tym, co jest faktem potwierdzonym przez Pauli, jak stał po lewej stronie sceny śpiewał absolutnie dla mnie. Cudnie, że zagrał Waterfall. A na koniec się popłakałam podczas Fear. Fajne pląsanie przy Bugz in the attic, jakieś takie zabawne, bo w namiocie trzydzieści osób na krzyż i same osobistości ze sceny muzycznej. Poza tym przemiło z moimi dziewczynami złotymi oraz zostałam uznana za obsesyjną fankę Michała. Śmiesznie.
No i tylko żałuje, że na Mercury Rev w końcu jakoś nie dotarłysmy, po tych wszystkich piskach jakich wysłuchałam na temat.
Festiwale muzyczne powinny być raz w tygodniu. Wtedy wszystko miało by sens (oh yes, at the moment, nothing, except music, makes ANY sense).
No i zdjęcia (tylko z pierwszego dnia, bo na drugim zhaltowano mi aparat)
Daft Punk
Peaches
Maximo
Link 13.09.2006 :: 16:46 Komentuj (3)
Dzisiaj spędziłam jakąś godzinę latając po absolutnie rozwalonym stadionie Skra na Wawelskiej, próbując zapamiętać co mówił Szanowny Pan Tym (moim dyktafonem to ja se moge nagrywać indywidualne wywiady) i podkradając pressbooki innym dziennikarzom, bo się oczywiście spóźniłam i już nie było.
W poniedziałek zrobiłam najlepszy w swojej KARIERZE wywiad z uroczym Matthew Pearlem. Powinnam się komunikowac chyba po angielsku. Albo pisać o książkach. Jakoś lepiej idzie. Mam nawet autograf.
I superfajnie, ale mam absolutnie dosyć i jak zaraz gdzieś nie wyjadę to pójdzie mi krew uszami, albo zacznę sobie robić krzywdę. W życiu nie byłam tak zmęczona. SERIOUSLY. A napady płaczu/szału powoli przestają mnie bawić.
Przynajmniej Kochany ze Stanów się odezwał, kamień z serca.
edit:
A Pauli jak zwykle przychodzi z pomocą i dowodzi, że nie zwariowałam cytując Trzech panów w łódce (nie licząc psa):
"What we want is rest," said Harris.
"Rest and a complete change," said George. "The overstrain upon our brains has produced a general depression throughout the system. Change of scene, and absence of the necessity for thought, will restore the mental equilibrium."
Link 14.09.2006 :: 16:32 Komentuj (2)
Śniło mi się dziś, że byłam w ciąży i miałam córkę. I że ojcem chrzestnym tego uroczego dziecka nieznanego pochodzenia był Ben Affleck. Jestem przekonana, że ma to związek z jego nagrodą w Wenecji.
Dziś wstałam i na autopilocie napisałam dwa teksty, po czym dostałam pierwszą w życiu pochwałę od pana Redaktora. Która brzmiała:
"ładnieś napisała. jak trzeba zjechać to Ci lepiej idzie :-))"
Umarłam ze śmiechu. Poza tym w Przekroju świetny tekst Sadowskiej o słabym polskim kinie (ostatnio mogę się podpisać pod wszystkim, co ona pisze). Zaczynam znowu lubić Przekrój. O rany.
Nadal się ekscytuje wywiadem z Panem Pisarzem i romantycznym zdjęciem, jakie do niego dobrali. Można czytać tu.
Wczoraj miał byc spokojny wieczór w domu, ale ekipa Specjalistów od Języków Obcych zabrała mnie na spacer, lody i napoje. Przeszliśmy pół Mokotowa tarzając się ze śmiechu. Nix ma zabawne opowieści z podróży po całym świecie, Ania jako Czarodziejka z Księżyca wcinająca bułeczki jest moim nowym ulubionym wizualem w głowie i wiem, że nie powinnam grać z Pauli w kalambury (fitness na wózku inwalidzkim, yeah). No i ci barmani w Regeneracji są TACY ŁADNI.
Nie jadę jednak na mini wakacje w ten weekend. Widocznie to nie zdarza się nam, jak śpiewa Krzyś Ostrowski. Swoją drogą śniło mi się, że odszedł z Kulek. Ktoś coś na ten temat słyszał?
Link 22.09.2006 :: 23:26 Komentuj (9)
Volver znakomity. Spłakałam się i uśmiałam. A później spotkałam Szymona, którego powinnam widywać absolutnie codziennie, bo dobrze robi mi na aurę. A tak konkretnie uświadamia, że niepotrzebnie się spinam i zaprawia do boju. I widziałam też najśliczniejszą Panią pracującą dla Ketuga. Jak dorosnę chcę być taka jak ona.
A kilka dni temu Gondry. Jak dla mnie jednak zbyt hermetyczny, ale ładny. No i Gael i Charlotte zawsze na plus. Jakoś niedługo chyba nowy film Inarritu. Potwornie się go boję i omówiłam już ten fakt z każdym, kto chciał słuchać.
A jutro jadę na małe wakacje. Będę łazić na długie spacery, oglądać zamki, dużo czytać. A w poniedziałek odwiedzę Kraków i pojdę na najlepszą czekoladę w Camera Cafe. No i bonusowo wchodzi w to jeszcze dziewczyńska wyprawa samochodem (ile razy zgubimy drogę?).
Małe rzeczy cieszą, to prawda.
W niedzielę o 20 proszę oglądać Oficerów na TVP2. Napisałam o tym serialu z pięć tekstów, naprawdę zapowiada się FAJNIE.
Link 26.09.2006 :: 19:25 Komentuj (2)
Właśnie przed chwilą rozmawiałam z asystentką Kevina Smitha. No shit.
Życie nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać.
Głowa mi pęka i mam jakieś zapalenie zatok. Ale humor dopisuje Drodzy Państwo.
Link 27.09.2006 :: 19:11 Komentuj (2)
(one to rule them all)
Chciałam publicznie przeprosić za te złe, złe, nieczyste mysli jakie miałam w zeszłym tygodniu. Otóż przez chwilę byłam gotowa twierdzić, że ER to najlepszy serial. Ale e-e. Co to to nie. Dziś zobaczyłam pierwszy odcinek trzeciej serii Veroniki Mars (cztery razy, za chwilę piąty) i och rany: KOCHAM VM.
(uwaga, tiny spoliery)
Za cudowny humor, za Saturn/Mars/Neptune, za kawałek o Battlestar Galactica, którego co prawda nie widziałam, ale na temat którego lobbują ukochani sąsiedzi, za popłuczyny po indie rocku, które są bardzo widoczne. Za to, że peirwszy odcinek 3 sezonu wygląda tak jakby wycisneli najlepsze rzeczy z pierwszej i drugiej serii i skompilowali je specjalnie dla fanowskich potrzeb. Jest więcej Mac, Veronika bardzo w formie, a Logan ze spiłowanymi pazurkami jest nadal HOT. And there is this LoVe scene, which is so not like another teen dramas. And the shirt, THE SHIRT. Ech, nieustające lowe!
Oh, yes, and there is this new eye-candy

"Cause I'll tell you up front: I am lover, not a figther"
So am I honey, so am I;-)
A wczoraj widziałam "Diabeł ubiera się u Prady". Cóż za przyjemny film.
Link 28.09.2006 :: 17:53 Komentuj (0)
A kilka dni temu byłam na weekendowym wyjeździe/ mini wakacjach. Zofia prowadziła, ja pilotowałam. Szło rewelacyjnie, oprócz oceny dystansu, jaki nas dzielił do miejsca docelowego. Na każde pytanie Zosi, szczególnie takie w stylu ile km jeszcze odpowiadałam z zafrasowaną miną: "trudno powiedzieć", które to stało się naszym wyjazdowym hasłem przewodnim.
Łaziłyśmy dużo po szlakach dysząc strasznie i myśląc o tyłkach i łydkach jak skały, przedyskutowałyśmy dokładnie swoje życie prywatne (lub jego brak, patrz ja), miałyśmy całą CHATĘ dla siebie, jadłyśmy chłopskie jadło, widziałyśmy cudny Zamek w Piaskowej Skale, Grotę Łokietka, Jaskinię Ciemną i Kopalnie w Wieliczce. Chodziłyśmy spać o 22 i wstawałyśmy bladym świtem. I zjadłyśmy obiad w Krakowie. A wjeżdżając do Ojcowa oczywiście się zgubiłyśmy i wybrałyśmy złą drogę, przejeżdzając przez rezerwat, gdzie zakaz ruchu. I po kilkunastu minutach wylądowałyśmy u tego samego Pana strażnika leśnego, który nie mógł z nas wydusić co się stało, bo dostałyśmy pięciominutowego ataku śmiechu/płaczu.
Prawdziwy babciowy wyjazd. Ale było pięknie. Stan zen i białą czakrę osiągnęłam
1- siedząc rano na zarośnietej bluszczem werendzie, czytając książkę. Słońce grzało, a w tle szumiał niejaki Prądnik.
2- tuż za Bramą Krakowską. Jak tam pięknie!
Link 28.09.2006 :: 18:07 Komentuj (3)
(w ramach cyklu doniesienia z kin)
Pisać mi się nie chce, bo i tak będę musiała, więc obrazki:
Meryl you're such a fine, fine girl.

Moja nowa ulubienica (w dodatku grała Tamsin w cudnym Summer of love)

Anne też dawała radę:

No. Poza tym nie mogę oglądać filmów o modzie, bo dostaje absolutniej depresji.
Poza tym ekscytacja Veroniką Mars nie przechodzi. Uwielbiam absolutnie każdy dialog, ktory rozumiem i mam je ochote WSZYSTKIE wypisać. Ale nie chce spojlować.