Link 28.09.2006 :: 17:53
Komentuj (0)A kilka dni temu byłam na weekendowym wyjeździe/ mini wakacjach. Zofia prowadziła, ja pilotowałam. Szło rewelacyjnie, oprócz oceny dystansu, jaki nas dzielił do miejsca docelowego. Na każde pytanie Zosi, szczególnie takie w stylu ile km jeszcze odpowiadałam z zafrasowaną miną: "trudno powiedzieć", które to stało się naszym wyjazdowym hasłem przewodnim.
Łaziłyśmy dużo po szlakach dysząc strasznie i myśląc o tyłkach i łydkach jak skały, przedyskutowałyśmy dokładnie swoje życie prywatne (lub jego brak, patrz ja), miałyśmy całą CHATĘ dla siebie, jadłyśmy chłopskie jadło, widziałyśmy cudny Zamek w Piaskowej Skale, Grotę Łokietka, Jaskinię Ciemną i Kopalnie w Wieliczce. Chodziłyśmy spać o 22 i wstawałyśmy bladym świtem. I zjadłyśmy obiad w Krakowie. A wjeżdżając do Ojcowa oczywiście się zgubiłyśmy i wybrałyśmy złą drogę, przejeżdzając przez rezerwat, gdzie zakaz ruchu. I po kilkunastu minutach wylądowałyśmy u tego samego Pana strażnika leśnego, który nie mógł z nas wydusić co się stało, bo dostałyśmy pięciominutowego ataku śmiechu/płaczu.
Prawdziwy babciowy wyjazd. Ale było pięknie. Stan zen i białą czakrę osiągnęłam
1- siedząc rano na zarośnietej bluszczem werendzie, czytając książkę. Słońce grzało, a w tle szumiał niejaki Prądnik.
2- tuż za Bramą Krakowską. Jak tam pięknie!