Link 01.08.2005 :: 11:05
Komentuj (4)Dlaczego kocham Brighton?
- za Lanes, w ktorym znajduja sie najlepsze antykwariaty, kawiarnie, butki, sklepy z komiksami i winylami
- za morze i swietna plaze
- za to, ze wszystko jest tam na wyciagniecie reki
- za cudowne plakaty imprezowe
- za tamtejszy Rokit z napisem trendyness counts
- za zabytkowe “ujecie wody” na ktorym jakis dowcpiny Angol napisal “where is the water”
- za najbardziej kiczowate molo na swiecie
- za dom Fatboy Slima tuz przy glownej promenadzie
- za to, ze mieszkalam w Kemp Town, ktore jest starym, bohemiarskim miejscem
- za The Pavillon, ktory zawsze powala mnie swoja brzydota
- za tolerancje
- za najbardziej wykreconych ludzi, jakich mozna spotkac w Anglii
- za to, ze jest tam malo Polakow
- za to, ze wiekszosc ludzi, ktorzy tam mieszkaja to jednak Anglicy
- za gadgety z poczatku wieku w moim ulubionym Antykwariacie Swiata
- za to, ze kupilam sobie tam obie czesci Persepolis, ktorych nie moglam znalezc nigdzie w Londynie
- za to, ze jest stolica gejow i lesbijek i ze co roku odbywa sie tam Pride Parade, ktore przemaszeruje jak co roku ulicami Brighton juz 6 sierpnia
- za to, ze jak pada w calym Sussexie i Kencie to tam swieci slonce
- za hordy przeslicznych chlopcow
- a przede wszystkim za atmosfere
Strasznie bylysmy z Kasia obie szczesliwe dzieki wyzej wymienionym przez prawie cala sobote.
Link 02.08.2005 :: 11:58
Komentuj (0)Ruszylo moje male anglo foto. Jak sama nazwa wskazuje to proba dziennika fotograficznego, ze tak powtorze po Mlodym Poecie. Takie male ogladajki.
Zdjecia robie ja, czesto tez Janusz (te najlepsze) i Kasia.
Support techniczno-wiedzowy dzieki
Adomasowi i cierpliwosci
Ewy, a adres dzieki smsowi
Inki. Dzieny, dzieny.
Duzo jeszcze zmian te strone czeka, a zdjecia sa narazie z poczatku wyjazdu.
No, ale generalnie, enjoy:
sohereweareLink 03.08.2005 :: 11:52
Komentuj (8)(natchniona emailem do greeba)
Smiem podejrzewac, ze moj szef nie kocha mnie jakos specjalnie. Jakos nie moge sie wkrecic w podniecanie sie nowym opakowaniem na oleje samochodowe i pisaniem ofert handlowych na antifreezery. Filozofia marki w innej firmie moze by byla latwiejsza.
Poza tym smiesza mnie okrutnie ludzie, ktorzy ze mna pracuja tym swoim powaznym podejsciem do pracy. Jak Boga kocham, to oleje samochodowe, produkuja je trzy duze firmy w Anglii, i tak to ktos kupi.
Poza tym w prace, ktora tu wykonuje caly dzial marketingu, do ktorego nalezy 11 osob, wykonywaly by w Polsce pewnie cztery. Juz pominmy fakt, ze zarabiajac jakies piec razy mniej. Ale oni tutaj pojekuja, ze sa przemeczeni, zestresowani i maja tyle na glowie. Poobserwowali by np. Szymona podczas festiwalu. To jest niesamowite ile osob jest tutaj zatrudnionych przy jednej, gownianej sprawie. Wiec jesli chodzi o jakies promocje, maja osoby od wymyslania ich (moj szef), od przepisywania wymyslonych pomyslow na komputer (to ja), pozniej osobne studio do tworzenia tych projektow, pozniej projekty wysylane sa do agencji kreatywnej, ktora dla nich pracuje, ona poprawia projekty, pozniej pracujaca dla nich drukarnia zajmuje sie drukiem i wysylka ulotek, agencja piarowska wykupuje strony w magazynach branzowych, specjalnie wynajeci tlumacze z Holandii i Francji, tlumacza to dla ich filii w tych krajach. W Polsce nie byloby polowy tego lancucha. No jak rany.
Poza tym spozniam sie prawie codziennie, bo do pracy mam 35cio minutowy spacerek z domu. No ale od dzisiaj juz koniec z tym, wczoraj zebralam swoj pierwszy i ostatni opierdol z tego powodu.
Jak tak sie rozgladam, to wydaje mi sie, ze o wiele wiekszy fun mialabym pracujac w fabryce. Jak sobie tak patrze na tych ludzi jak te nalepki nalepiaja i ukladaja te pudelka. To nie moze byc taka zla praca.
Przynajmniej maja tam radio,ok?;))
(natchniona rozmowami z inka)
Wiec naprawde uwielbiam angielska kulture masowa, ich brukowce, plotki, roztrzasanie co tez ten Jude narobil idac do lozka z niania i zdradzajac Sienne. Bawi mnie to okrutnie. A Angole maja do tego specyficzne podejscie, bo niby kazdy sledzi plotki, angazuje sie w ich kolejna edycje Big Brothera oraz peroruje na ten temat pozniej w biurze, to jednak jakies zdrowe podejscie do tego maja. Sa gwiazdy, beda zaraz nastepne, tylko dorazna rozrywka potrzebna. Zadnych wymanagan do wyzej wymienionych, co sezon nowa sensacja, o ktorej szybko sie zapomina. Swoja droga Inka jest lepiej zorientowana w tym, co sie dzieje w UK, niz ja.
W zeszlym roku Big Brothera wygrala cycata, chichrajaca sie ciagle Nadja (portugalski chlopiec- transseksulaista, pisalam o tym namietnie). Teraz tez wiele atrakcji. Sliczny gej Craig, ktory podwala sie do zacieklego hetero Anthonego probuje go wykorzystac po pijaku (moj szef kipi z oburzenia, ja tam trzymam kciuki i generalnie go Craig, go!;>). Kemal, ktory bedac facetem, przez cala swoja obecnosc w domu BB zasuwal w szpilkach, sukienkach i w pelnym makijazu. No i Kinga, ktora doszla do domu Wielkiego Brata z tydzien temu. Pol Polka. Wczoraj wsadzila sobie butelke po winie w dupe, o czym dowiedzialam sie rano od swoich rozentuzjazmowanych wspolpracownikow.
Polak to potrafi, nie ma co;))
Link 09.08.2005 :: 14:44
Komentuj (2)Mam zdolnych znajomych, ktorzy robia fajne rzeczy.
Polecam:
compilationmagLink 11.08.2005 :: 18:36
Komentuj (1)Jestem chodzacym programem telewizyjnym, czlowiekiem roslinka, ktora najwieksza rozrywke odnajduje przed telewizorem wlasnie.
Ogladam stare, lubiane rzeczy. Druga seria Nip/tuck obfituje w taka ilosc traum, ze nerwy mam zszargane. Do wyboru do koloru- gwalty z bonusowym rozcinaniem twarzy nozem, rozwody, pedofilia w obrebie wlasnej rodziny, duzo bardzo dokladnych scen operacji plastycznych, kochanki glownych bohaterow chorujace na hiv. Taaa. Tak czy siak czuje sie przywiazana do serialu, wiec siedze i grzecznie ogladam.
Od poniedzialku nowa seria Without a trace, teraz obowiazkowe emocjonowanie sie kolejami losu uczestnikow BB, juz niedlugo na CH4 Meet the Magoons, komediowy o Hindusach.
A od wczoraj na ch4 "Lost", ktory byl zapowiadany juz od miesiaca gigantyczna kampania reklamowa. Nie jest to moze arcydzielo, ale egzotyczne krajobrazy sa, ladni panowie rowniez (ach ten Ian Somerhalden!), bac sie boje, wtedy kiedy mam. Spoko.
We wtorek ogladalam trzy koncowe odcinki Sex and the City, na ktorych splakalam sie jak glupia, na przemian z zachwycaniem sie sukienkami Carrie i Bigiem.
Ogolnie dajcie mi cokolwiek do obejrzenia, byly by bylo po angielsku. Lykam w calosci przy okazji wyrabiajac swoja roczna norme ogladania telewizji, ktorej w Polsce sie prawie nie tykam.
W pracy nuda przerywana co jakis czas jakims przesmiesznymi rozmowkami o komiksach czy indie z moimi wspolpracownikami.
Od tego uroczego trybu zycia uratuje mnie juz w ta sobote Ina. Bless ya Darlin.
Link 15.08.2005 :: 13:03
Komentuj (7)Odzylam przez ten weekend, mimo, ze wlasnie zamykaja mi sie oczy przed komputerem.
Brick Lane jest fantastyczne. A jeszcze rok temu nie mialam pojecia ze sa w ogole takie miejsca w Londynie, ktory ograniczalam do centrum z jego wszystkimi atrakcjami i do sypialnianych dzielnic takich jak te na polnocy Ladku, w ktorych mieszkalam. A teraz weekend na Stepney Green, pierwszy raz mieszkanie w Londynie W BLOKU, troche przerazenia na poczatku ze wzgledu na ilosc metrow kwadratowych, jakie mielismy zajmowac w trojke, troche atrakcji z azjatyckimi wspollokatorami Mikolaja.
Mikolaj jest wredny i zajebiscie ubrany, wiec po kilku minutach bylo jasne, ze bede darzyla go wielkim uwielbieniem, o czym przekonala mnie tylko salwa zlosliwosci na temat moich ubran i butow, wystrzelona bez ostrzezenia na kilka minut po poznaniu.
Popoludniu Cafe 1001 i wycieczka po sklepach. Wieczorem poznajemy w trojke polskiego, mlodego malarza, ktory staje sie trauma naszego wieczoru. Chlopaczyna odrazu zakochuje sie w Miko, milosc rozjasnia mu oblicze i zaczyna opowiadac. I nie przestaje nawet po dwoch godzinach, podczas ktorych nie mial ani chwili przerwy. Jedno jest pewne- ma jasna wizje swoich planow artystycznych, ktora poznajemy w 1001, co do dnia i godziny. Pozniej klub 333, mocno zagejony (oh, what a surprise!). Strasznie obciachowa muzyka, amerykanskie lata 80te, Lionel Richie, najlepsza piosenka wieczoru to zdecydowanie Groove is in the heart i Jump around. Anglicy zabawni, na parkiecie kilka malo polskich Polek, na drugim densflorze mroczna techniawa, pan diler, ktory ciagle sie upiera, ze potrzebujemy czegos do wciagania nosem. Pozniej godzinny spacer na Stepney Green, Ina zasuwa po ulicach Londynu na bosaka, po trzeciej docieramy juz prawie na miejsce, jemy lody zakupione na bp i odstawiamy operacje pt. “niech Chinczyki nie odkryja naszej obecnosci”.
Rano budzi nas Miko, ktory ucieka wlasnie do pracy, pozniej lezymy w lozku palac papierosy, placzac ze smiechu nad urocza, znaleziona na mikowskiej polce, ilustrowana ksiazeczka *przemilcze tytul*. Znowu Brick Lane, zachwyty nad butami na markecie Sunday Up, Absolute Vintage, ktory iloscia artykulow przerasta mnie dokladnie tak samo jak Top Shop na Oxford Street, lunch w 1001 w Sali klubowej w srodku dnia (najbardziej mroczny lunch mojego zycia- Ina), obserwowanie slicznych, hinduskich, kilkuletnich chlopcow w parku przy Embankment (a ten to bedzie poeta, a ten lobuzem, a ten to typ samotnika, ten bedzie zdradzal dziewczyny, a ten najfajnieszy to pewnie bedzie gejem), kawa z Miko, rozmowy o SENSIE ZYCIA i MILOSCI w St. James` Park (nadal zadziwia mnie jak szybko upada moj zdroworozsadkowy image, gdy tylko zaczynam opowiadac historie z okresu 4 klasa LO-II rok studiow) . Ja wsiadam do pociagu i odjerzdzam do tego swojego Gravesend, a Ina i Miko znowu na Brick Lane, spotkac sie z moim ulubionym, mlodym ARTYSTA internetowym.
A dzis Monday, bloody Monday, znowu przed komputerem, znowu leather cleaner, signed off press releases, distributor news i customer database. I okazalo sie, ze moi ZNAJOMI Z PRACY wydzwaniali do mnie w sobotni wieczor, probujac mnie wyciagnac na impreze, i ze przeroslo ich wstawienie dwoch zer i "48" przed numer telefonu.
No. I niech juz przyjedzie do Londynu Ewa, niech Miko szybko wroci z Polski. I zeby byl juz nastepny weekend i moze nawet kluby na Old Street z ulubionym kolega z pracy, Carlem.
A Big Brothera wygral przystojniaczek Anthony. Final, jak to final angielskiego BB, byl podniosly i WZRUSZAJACY. A w tle leciala jak zwykle odpowiednia, rozdzierajaca piosenka, ktora akurat jest na czasie. Jak w zeszlym roku wygrywal transwestyta bylo “Somewhere only we know” Keane, w tym roku “You`re beautiful” Jamesa Blunta (nie cierpie, nie cierpie, ale jakze adekwatne). A kilka dni temu odkrylam raj na ziemi w postaci www.play.com oraz www3.cd-wow.com. Ogladam ceny plyt i jestem w niebie.
I bede bankrutem. To pewne.
Link 18.08.2005 :: 10:00
Komentuj (2)Zielo!
Co tam u Was? Bo u mnie nadzwyczaj SPOKO wlasnie.
Nie wiem czy mowilam, wiec najwyzej sie powtorze: wiecie, ze pracuje w fabryce? No moze nie tak w fabryce odrazu, a w PRZYBUDOWCE biurowej do fabryki. A ze jestem osoba bardzo latwo przystosowujaca sie do nowych srodowisk;) to fabryka, te male samochodziki do przewozenia towarow i panowie w kaskach i kombinezonach przestali mnie dziwic po dniach kilku. No ale ostatnio to mielismy typowo fabryczna akcje.
Ja akurat zajmowalam sie sprawdzeniem czy wszystkie nasze trade standy dzialaja poprawnie, wiec bylam sama na drugim koncu fabryki rozstawiajac te urzadzenia w sali konferencyjnej. I nagle jeb i lup, bo zaczepilam stojakiem o oswietlenie gorne i w tym samym momencie nagle wlaczyl sie alarm. Glosno sie wlaczyl. Wiec sobie mysle: no pieknie, rozwalilam pewnie klimatyzacje czy cos, zaraz szefostwo sie zbiegnie, nakrzycza i bedzie. Wiec zaczelam latac jak SZALONA po sali, probujac wylaczac urzadzenia elektryczne, ale ciagle wyje. Wiec nagle sobie uswiadomilam, ze cos jakby za glosno ten alarm i wychodze na ZAKLAD, a tam pusta fabryka i alarm daje jak szalony.
No generalnie mielismy probny alarm przeciwpozarowy, a moje postepowanie bylo totalnie nieprawidlowe (a mamy w firmie filozofie safty first, ze tak Wam jeszcze dodam). Jak i mojego ulubionego Carla, ktory sie wrocil po swoja nowa kurtke z topmana z napisem "Make love not war";)))
A pozniej tego samego dnia byl naprawde pozar, ale nie na zakladzie, a obok i dzielna zaloga gravesendzkich strazakow przybyla z odsiecza w ciagu kilku minut.
No.
A wczoraj sie dalam zrobic Carlowi w tak zwane JAJO. I uwierzylam mu, ze idziemy w sobote do:
"It's a secret place called Indie heaven, franz ferdiand shake hands with the rakes and the go team and pete is sipping champagne while everyone listens to the clash live (1977) and everyone is refused entry if they are in anyway dressed smart or look like antony off big brother..."
Taaa, musze popracowac nad wylapywaniem DELIKATNEJ ironii w mejlach angielskich i obrona przed urokiem angielskich, slicznych indie chlopaczkow.
Link 24.08.2005 :: 11:49
Komentuj (9)Dobre newsy plyna z Warszawy obficie i raduja moje serce. Mamy trzy oferty mieszkaniowe, kazda bardzo mi sie podoba. Dwie sa praktycznie na Sielcach, czyli mojej wiosennej obsesji, jedna w samym centrum. Co do ostatniej nie mam zadnych szczegolow, oprocz tego, ze mieszkanie duze i ladne i mniej wiecej wiem w jakiej okolicy. Widocznie bycie najfajniejszym facetem Warszawy nie zobowiazuje do bycia precyzyjnym;) Czyli generalnie slowo cialem sie staje, co troche mnie zaskakuje, bo to w koncu pierwszy z miliona moich POWAZNYCH PLANOW NA PRZYSZLOSC, ktory naprawde dojdzie do skutku. Tylko musze jeszcze prace znalezc (ktokolwiek widzial, ktokolwiek wie, niech daje znaka).
Rozklad wrzesnia tez wyglada pieknie, bo jak wszystko pojdzie zgodnie z planem, to po kilku dniach po moim powrocie, jedziemy z gribem do Wilna. A pod koniec wrzesnia rodzinna wyprawa do Rzymu.
A z drugiej strony to od tygodnia mi troche smutno, ze tak krotko tutaj jestem. Bo jakos sie przyzwyczailam i uwielbiam ludzi z mojego dzialu. I moja przyjazn z Carlem tak pieknie kwitnie. Carl w kazdym razie obiecal przejechac do Warszawy. A moi pracodawcy wymyslili sobie, ze swoj co roczny trening urzadza w tym roku w Warszawie. I ja mam byc odpowiedzialna za znalezienie im miejsca, rozpiske uciech jakim moga sie oddac w Warszawie itd. Czyli generalnie zobacze cala firme w styczniu (tfu,tfu,tfu). No i wlasnie wydzwianiam po warszawskich hotelach pytajac o oferty i panie wszystkie jakies takie zdziwione, ze Polka dzwoni z angielskiej firmy, probojac zarezerwowac 50 pokoi jednoosobowych. Oh, well. A wczoraj mielismy urodziny Marka (mojego szefa) i Olivii (slicznej dizewczynki z mojego dzialu), a zdjecia moich wspolracownikow mozna obejrzec sobie
tutaj.
Weekend cudowny, bo w sobote impreza z Ina, Erykiem z kisielu, Carlem i jego wspolokatorami w Borderline. Klub rzeczywiscie wygladal jak jakas knajpa country, mi sie kojarzyl z mizeria rozsiana po naszych Polach Mokotowskich, ale muzyka cudowna, cudowna. Dodatkowych bonusem bylo zobaczenie swojego kolegi z pracy, ktory na codzien stara byc sie powaznym Product Executive, a tutaj nagle zasuwa w kazualach, jakies wielkiej granatowej bluzie i luznych spodniach I wyglada jakby byl na prawdziwym haju, kiedy tanczy do swojego ukochanego Futureheads. Zupelnym przebojem weekendu okazal sie jednak Kolega Eryk, ktorego czcze internetowo lat kilka, a ktorego postac w REALU jest tak samo dobra jak ta wirtualna. Szczegolne oklaski za korale i dzikie plasy.
W ogole duzo sie dziejen dobrego. Dostalam mejla w zeszlym tygodniu, za ktorego jeszcze raz szacun, mily telefon w sobote. Wczoraj pozno w nocy przyjechala w koncu Ewa, dzisiaj wpada Ina na kilka dni.
Czasami mam bunta na swiat, ze zlosliwy i ludzie ZLI, ale za bardzo nie mam sie czasu zastanawiac.
W pracy glownie placze ze smiechu, podsmiewajac sie z Carla- naszej dzialowej maskotki, jak to robia tutaj wszyscy (apogeum nastapilo po weekendzie). Wczoraj postanowilismy z Carlem pracowac porzadnie I nie mejlowac na tysiac glupich tematow. Plan tygodniowy wykonuje sumiennie.
Slucham fajnych plyt (Dogs, Go team), ogladam dobre filmy (Sleepy Hollow). Zycie jak w Madrycie normalnie.
Link 26.08.2005 :: 15:00
Komentuj (1)Wlasnie zrobilam zakupy muzyczne online. W sumie to szef mi zrobil, bo moja karta hsbc nie mozna placic internetowo (czy juz mowilam jak bardzo lubie mojego szefa?).
W kazdym razie zakupilam:
Dogs- Turn against this land
Coldpay- X&Y
Joy Division- Substance 1977-80
Go team- Thunder Lightining Strike
Maximo Park- A Certain Trigger
The Rakes- Capture/ Realase
The Zutones- Who killed the Zutones (w koncu!)
Mokolo- Statues (z serii: mam sto lat, ale chce oryginalne).
I dostane je juz w czwartek, so happy, so happy.
Kasiu, Marto: Pulp i Lady Sovereign nie bylo na cd-wow.com, no worries, kupie w normalnym HMV.
Dzisiaj dostalismy wyplate, stad te EKSCESY. Jakies gigantyczne sumy ucinaja mi pieprzone angielskie podatki, ale szefu mowi, ze dostane pelny zwrot za kilka miesiecy.
Po pracy zakupy w Bluewater z Ewa, juz nie moge sie doczekac.
W srode wieczorem natomiast rozchorowalam sie strasznie, w zwiazku z czym wczoraj po godzinnym, bezmyslnym patrzeniu sie w ekran w pracy i siakaniu nosem, stwierdzilam, ze wracam do lozka, co pozwolono mi wykonac, mimo sterty rzeczy do zrobienia na moim biurku. Tylko, ze zostalo mi te 11 dni w UK i nie ma co sie teraz bawic w chorowanie, wiec po wczorajszym byczeniu sie w pod koldra zaserwowalam antybiotyk i powoli staje na nogi. W zeszlym roku angielskie chorobsko zabilam upijajac sie, moknac i imprezujac w Brighton, w tym roku mam zamiar zrobic podobnie. Jutro w koncu idziemy na impreze na Brick Lane. Dzien w lozku zabounusowal lektura Lodu Sorokina, zgodnie z zasada *nowy ulubiony Rusek w kazde wakacje*. I troche taka Odnaleziona Radosc Czytania, a troche mnie drazni czesc druga i fabula mi poleciala zupelnie nie w tym kierunku, co chcialam.
W poniedzialek mamy Bank Holiday, wiec mozliwe, ze Brighton.
Do Rzymu w koncu nie lece, bo sie zorientowalismy z rodzicielem, ze wowczas wybory parlamentarne.
Czas mi leci w tempie zastraszajacym i pierwszy raz mi zaswitalo w glowie *ej,ej, a moze zostac* (blame inka). Zaswitalo tylko na kilka sekund.
Z czterech mieszkan zostaly nam dwa do wyboru, ale pozostaje optymistka.
Do zo po dlugim weekendzie!
(A chlopaki w pracy wlasnie sluchaja relacji z meczu Anglia-Australia w krykieta. I krzycza ciagle GO YOU ENGLAND! Uwielbiam ludzi ode mnie z dzialu)
Link 30.08.2005 :: 13:29
Komentuj (2)"Here we are at the transmission party
I love your friends
They're all so arty
Oh yeah" (Franz Ferdinand, Do you want to)
Uwielbiam nowy singiel Franza, stal sie moja nowa theme song. Alex spiewa rzeczy, ktore leza mi na sercu i smieje sie dokladnie z tego samego co ja.
Weekend mocny. Najpierw piatkowe i sobotnie zakupy (Bluewater, Oxford Street), pozniej sobotnia impreza. Najpierw sie okazuje, ze Eryk mieszka dalej niz myslalam, pozniej sie okazuje, ze Carl nie wie gdzie jest Brick Lane. Koniec koncow wszyscy sie spozniaja, na Brick Lane wszystko pozamykane, my z Ewa doprowadzamy Eryka do szalu marudzac na dlugie spacery nocnym Londynem. A przed nami jeszcze wyprawa z Brick Lane do Heaven. W Heaven na szczescie jestesmy wpisani na liste, wiec zadnego placenia 15£ za wejscie. A w srodku hardcore stulecia i no naprawde, warszawskie kluby gejowskie sie nie umywaja. Trzy parkiety, jeden z mocna muzyka okolohousowa, jeden z kiczowatymi hitami i jeden na gorze z prawdziwa muzyka klubowa. Tlumy kolesi, nieliczne dziewczyny, w klubie mnostwo panow, o ktorych bym powiedziala, ze sa raczej w oldskulowym typie macho, niz geja, a tutaj prosze, niespodzianka. Carl troche przerazony, Dulska zaskoczona, my z Miko odrazu poszlismy w tany. Przezycia niesamowite. Najbardziej mi sie podobalo jak z Mikiem umieralismy ze smiechu z powodu Panow obok nas, tanczacych w obcislych strojach uklady synchroniczne do Janet Jackson. Swoja droga nigdy nie rozpatrywalam takich zespolow jak N Sync, Backstreet Boys czy Girls aloud w kategoriach gejowskich. A sie okazuje, ze to taka muzyka podstawowa w miejscach pokroju Heaven. Dosc zabawnie sie tanczylo na parkiecie pelnym golych, pieknie zbudowanych, blyszczacych torsow. Chociaz moimi ulubiencami pozostaja panowie, ktorzy wygladali jak tatus i syn. Bynajmniej nimi nie byli. Pozniej dlugi powrot ulicami nocnego Londynu, ktory z nocnego, nagle zrobil sie poranny, sluchanie remiksow Eryka nad ranem, ogladanie jego rysunkow i kilka godzin snu. A rano matkowanie koledze z pracy. Pozniej w tym samym skladzie CALY dzien spedzony na Brick Lane, w poblizu 1001 na robieniu zdjec, lenieniu sie, jedzeniu salatek (najlepsze!), i obgadywaniu z Carlem naszych wspolpracownikow i firmy. Nastepnie po kilku przygodach autobusowych podroz na Wimbledon, do kolegi Iny, Marka. Ktora konczy sie nauczka, ze nie powinno sie zarywac nocy dwa czy trzy razy z rzedu. Ale ogladanie Mika po pewnych uzywkach rekompsensuje zarwane noce i przebyte kilometry. Aczkolwiek nadal mi glupiao, ze przybylismy, napilismy sie, spalilismy sie i zasnelismy jak te glupki w salonie zupelnie obcych ludzi. Na szczescie kolega Carl sie wymiksowal (wplyw Iny z SHOREDITCH na moje slownictwo jest jak widac porazajacy;>) z tej imprezy. Bylby pewnie jeszcze bardziej przerazony niz tego ranka, kiedy odkryl w mieszkaniu Eryka, ze ciepla woda w prysznicu moze sie skonczyc i ze mozna wyjsc na miasto bez zelu na wlosach. Moje uwielbienie jednak pozostaje niezachwiane, mimo, ze Carl ciagle powtarza "I`m always worried when something includes you" albo "Am quite affraid to come over to Poland".
Wielkie plany na poniedzialkowy Bank Holiday, musialy jednak ulec przeorganizowaniu i zamiast Brighton, czy powaznego zwiedzania Londynu, mialysmy wieczorny spacer po Canary Wharf i brzegiem Tamizy.
Zdjecia z weekendu generalnie na blogu
Iny i na
sohereweare.
Mam nowe sliczne buty, fajne bluzki, bransoletki i wymarzona marynarke (ukochane Oasis), mam katar stulecia i zabija mnie kaszel (smutny los Polaka na emigracji). Uwielbiam Miko, ktoremu w tym tygodniu gratulujemy serdecznie dostania sie na London College of Fashion. W Anglii zostalo mi jeszcze 8 dni. Tutaj u nas na wyspie Drodzy Panstwo czas nie plynie, tylko leci.