Link 14.06.2007 :: 01:13
Komentuj (5)(Him, I've heard of/ That's one nasty dementor)
Ostatnie kilka tygodni spędziłam na wielkiej fascynacji tym oto
trailerem, pokazując go każdemu kto chciał oglądać i ekscytując się niezdrowo prawie za każdym razem. Ulubione momenty: Dolores Umbridge idzie przez korytarze Hogwartu, Ron wykonujący wspierający gest podczas przemowy Harrego i już wszystko po tym, jak Hagrid mówi: "The ministry's gonna have a full uprising on their hands". Za każdym razem jak Voldemort mówi: "Harry Potter, you will loose, EVERYTHING" to normalnie mam DRESZCZE. Tym oto sposobem wkroczyłam na ścieżkę Harrego, którego bojkotowałam wieki, mając w głębokim poważaniu. Trzy pierwsze części łyknęłam błyskawicznie, teraz czytam Czarę Ognia. Bardzo sprawnie to wszystko napisane, rodzina Weasleyów jest boska, dużo radości i świetne polskie tłumaczenie. Filmy też miałam w nosie, więc dużo radości podczas imdbowania sprawiła obsada (Maggie Smith, Gary Oldman, Alan Rickman- how cool is he! i w dodatku Dawn French jako, well, Gruba Dama). Dzisiaj więc zapuściłam sobie Harrego i więźnia Azkabanu, bo bohaterowie już jakby starsi i Cuaron. Chwile po starcie zapiałam (yes, that's the word) z zachwytu, bo film bardzo angielski i w Dziurawym Kotle, niedbale mieszając czarodziejską łyżeczką w kawie, siedzi nie kto inny jak Ian Brown! Aaaa! Strasznie lubię dobrze zrealizowane bajki, jeden z moich ulubionych gatunków. A w ich kwestii- gdzieś tam po drodze, a dokładnie 2 dni po premierze, pognałam do kina na Piratów. Wizualnie niesamowity, ale coś nosem na zakończenie kręcę i ogólnie jednak coś nie bardzo. A Hot Fuzz zabawne, ale nie tak histerycznie jak myślałam.
Zdobyłam w końcu trzeci sezon Battlestara. Po czterech odcinkach, kiedy to się rozwiązuje jedna ważna kwestia, nie mam na razie w ogóle ochoty oglądać dalej. W dodatku roztyli mi moje ulubione Eye Candy, na co zareagowałam dużym smutkiem. Wojciech pokazuje mi Fireflya. We've already had our moments, więc jest dobrze. Jakiś czas temu polubiłam też bardzo Arrested Development, nowe odcinki Entourage'u nierówne, ale większość fajna. Arie is back in the game, co zawsze cieszy. Skończyła się też Veronika. Tak na zawsze. Było po drodze kilka słodkich momentów, kilka zupełnie źle rozpisanych akcji, które zgrzytały, jedna fatalna, naprawdę żenująca, BARDZO straightforward i edukacyjna, co temu serialowi się jeszcze nie zdarzało. Podczas finału było mi naprawdę strasznie smutno. I mimo początkowego rozżalenia bardzo to ładnie zakończyli, co świetnie przeanalizowała Katarzyna. A co robię jak mam głód SZTUKI? Oglądam po raz kolejny Slings and arrows. I zawsze nad tym sobie pochlipuje.
*
(w gigantycznym skrócie)
Dawno temu, genialne filmy na Doc review: Zboczona historia kina, Gabriel Orozco ( i ta muzyka Tosci!), 37 zastosowań martwej owcy i mój faworyt: Czarne słońce. Urodziny spędziłam w większości w kinie, potem dostałam najbardziej wzruszający prezent swojego życia. Impreza przebiegła na fastforward, podobno nie było źle, trochę potańczyliśmy. Za dużo nerwów (bycie gospodarzem jest SŁABE), za dużo alkoholu. Kombinując jak koń pod górę zrobiłam nielegalnie jakieś 12 wfów w ciągu trzech tygodni i cudem dostałam zaliczenia. Teraz czeka mnie nauka, żeby dostać absolutorium. Byłam na bardzo fajnym ognisku hardkorowo-wegetariańskim. Przetestowałam nowe nocne pierwszego dnia ich funkcjonowania, przy czy było dużo zabawy, bo Pan Kierowca pomylił trasy i go prawdziwe ursynowiaki kierowały, a reszta wyśpiewywała o rządzie i Teletubisiach. Mieliśmy bardzo fajne warsztaty z wybieram. A poza tym to Bydgoszcz, Bydgoszcz, Bydgoszcz. Na razie online.