astarte at ownlog '06


Link 05.06.2005 :: 14:29 Komentuj (11)
Zaczęło się bodajże tutaj, ja zaraziłam się od Kasi.

1. Złap najbliższą książkę.
2. Otwórz ją na 123 stronie.
3. Znajdź piąte zdanie.
4. Opublikuj je na swoim blogu razem z tą instrukcją.
5. Nie szukaj najfajniejszej książki jaką można znaleźć. Użyj tej, która faktycznie leży najbliżej Ciebie.


"Inteligencja ta nie predestynowała go na geniusza, dawała mu jednak zdrowy sąd, jasne widzenie rzeczy aż do końca i odpowiednią dozę cwaniactwa, tak koniecznego we współczesnym świecie."

Hotel Ansgar, Leopold Tyrmand.

Ewentualnie (leżały w takiej samej odległości):

"Nie można drwić sobie bezkarnie z Bandy Mścicieli"

Joachim ma kłopoty, Sempe & Goscinny



Link 13.06.2005 :: 13:10 Komentuj (14)
*
Coldplay ostatnio ponownie podbija moje serce. Nie jest to do końca zrozumiałe, ponieważ słyszałam kilka kawałków z ostatniej płyty i nie robią na mnie jakiegoś specjalnego wrażenia. Ale jakoś mam do nich tak gigantyczny sentyment i szacun, że chyba cokolwiek by nie robili będę kochać i wielbić. Oh, well. Oglądałam ostatnio „All eyes on Coldplay”, gdzie najpierw chłopaki udzieliły uroczego wywiadu dla MTV, a później zagrali koncert. I moim ulubionym momentem było, kiedy podczas „In my place” Chris zaczął się wspinać po głośnikach, dotarł na balkon, wyrwał z siedzenia Noela Gallaghera i serdecznie go wyciskał na oczach fanów i kamer. Noel oczywiście miał minę na zasadzie: „oj, stary przestań, bez takich mi tutaj”. A wczoraj na Bisce była retransmisja koncertu z klubu Koko w Camden. I Martin tak fajnie sobie dyskutował z publicznością. A kiedy zakrzyknął: „We are probably the best band in Camden. Except The Libertines of course” to sobie pomyślałam: no dobra koleżko, masz moją duszę i serce, rób z nimi, co chcesz.

**
A czerwiec do tej pory różnie Mili Państwo. Bardzo intensywnie towarzysko, trochę stresująco - sesyjnie i w kwestiach pracy (ta się już na szczęście skończyła). Były też chwile małego kryzysu, kiedy to miałam ochotę wygłaszać zdania okrągłe, a patetyczne na tematy życia i śmierci, ewentualnie wspinać się na wyżyny swojego dwudziestodwuletniego cynizmu i przeklinać przy tym siarczyście. Ale że ani z jednym, a ni z drugim mi jakoś niespecjalnie do twarzy to po prostu machnęłam na to ręką. Niektórzy są po prostu ŻLI, że tak zarzucę Wam z moich mądrości. O.
Poza tym nieskończone ilości herm i cudownych spotkań i w końcu Marta w Warszawie. Z serii dla każdego coś miłego: dla melomanów spacery przy Akademii Muzycznej, dla kinomanów „Autostopem przez Galaktykę” (ach, Marvin!), po drodze gdzieśtam Festiwal Fotoblogów na Chłodnej i spotkanie z moim uroczym kolegą ze starej pracy. Piątkowy wieczór na najkrótszym evencie na świecie (pobiłam nawet swój rekord z yssy) w 1955, szybka ucieczka w czułe objęcia Mokotowa, do Kazi i Szymona, gdzie pięknie. Tarzanie się po podłodze i dzikie śmichy chichy. Łap babo griba, łap ten lód, solary poszły w la(n)s, oraz moja ulubiona historia z noszeniem resoraka po salonach samochodowych i opowiadaniem, że tak się skurczył podczas pierwszego mycia (Szymon: i widzi Pan tę małą kukiełkę w środku, to moja żona. To jeszcze dobrze. Ale ten krwawy zaciek na szybie- to mój pudelek!). Było tez lepsze zapoznanie z Magdą i obywatelem g5, który jest objawieniem w dziedzinie słowotwórstwa. I jak nadal będzie miał taki flow, to postawie mu pomnik w Czosnowie tuż obok Marioratujnasa. A w sobotę impreza mojego wydziału (jak bardzo obcy możesz okazać się w ciągu 5 minut dla kultury studenckiej), później szybkie przenosiny z Januszem i Kasią do Le, gdzie zdolny wokalista rockowy mojego ulubionego ostatnio polskiego zespołu (Rotofobia, Rotofobia!). I harce, hulanki, swawole. I pan dj, który całkiem zacnie grał. No bo z Anglii. No i jak weszliśmy na parkiet naszą cudowną eskadrą to nawet New Order leciał.

No i hej, future looks so bright for us, ale obecnie odczuwam mocny spadek entuzjazmu spowodowany wyjazdem Janusza i egzaminami, które nade mną wiszą.
No ale. Jeszcze trzy tygodnie i bajka.

A z kategorii "Wspomnień czar": tak było w Siedlcach:)


Link 23.06.2005 :: 15:48 Komentuj (4)
Z życia szkolnego:
Moje starcie z instytutem, na którym studiuje gribo wypadło bardzo boleśnie. W tej sesji raczej bawiłam się w zabawę pt. jak to jest zdawać każdy egzamin przynajmniej dwa razy. Efekt taki, że jeszcze dwie poprawki przede mną. Ale chyba uda się bez ofiar śmiertelnych. W ogóle entuzjazm mi deczko spadł. Koniec końców taki, że nie zdaje jednak na ceslę. Specjalista ds. Ameryki Południowej zostanę jednak kiedy indziej. Sorry resory.

Z życia towarzyskiego (everydayevent):

W piątek byłyśmy z Kasią w KLUBIE REMONT (!) na koncercie niejakiego zespołu Naiv. A osób było mnóstwo i wszyscy krzyczeli razem z wokalistą: "Nasze kolorowe życie jest takie szare, Twoje młode oczy są takie stare". Chłopaki grają zacnie, aczkolwiek wokalistę to mają raczej granieprzyogniskustajli. I ogólnie klimat jakiś alterglobalistycznych, nieprzystosowanych do kapitalizmu podgrup społeczeństwa, do którego jakby zupełnie nie pasuje, ale spoko. Później dopiero strach był, bo po koncercie zaczeła lecieć polska muzyka rockowa.
A w sobotę robiłam pierwszą w swoim życiu sesję fotograficzną. Modelki miałam śliczne i w dodatku radzące sobie dzielnie ze wszystkimi przeciwnściami meteo (dziękuję raz jeszcze!). Tylko fotograf jakby deczko słaby i nieobyty. W związku z tym ze zrobionych 400 zdjęć jakieś dwadzieścia jest naprawdę fajne. Efekty do zobaczenia.
Wieczorem natomiast yssy, w ramach bratania mnie ze swoimi isnowskimi ziomkami, zabrała mnie najpierw na jakiś alternatywny pokaz mody do Diuny, a później byłyśmy na cudownej imprezie. Impreza mieściła się w podwórku kamienicy na Smolnej, była urządzana przez wspólnotę mieszkańców i tak starowarszawska, że aż się łezka w oku kręciła. Dwie panie śpiewały stare piosenki przy akompaniamencie pianina, była wystawa zdjęć, była wino i starsi Państwo tańczący do "Ostatniej niedzieli" i popijający na zmianę barszczyk czerwony i wódkę. Urok niesamowity to miało.
Koniec weekendu (teraz to w sumie każdy dzień jak weekend) spędziłam u koleżaneczki mej uroczej ze starej pracy, która urządziła sobie mieszkanko na Targówku. Przepiękne. Z miłych rzeczy do zapamniętania w tym tygodniu: popołudnie u Kasi Bez Bloga i rozmowy o życiu oraz spacery w okolicach Placu Zbawiciela z Yssy. W sumie takie miłe wakacje, gdyby nie te dwie poprawki.
A wczoraj:
Astaire (14:53)
a strasznie fajnie
Astaire (14:53)
my jeszcze z yssy nie tak do konca przyzwyczajone do spedzania czasu z marta same
Astaire (14:53)
ale bylo tak spokojnie ale bardzo sympatycznie
Irmina (14:54)
bylysmy na pradze
Astaire (14:54)
w lysym pingwinie,ktory jest zajebisty
Astaire (14:54)
i musisz tam kiedys ze mna pojechac
greebo (14:54)
ok
Astaire (14:54)
pyszne czeskie piwo bylo
Astaire (14:54)
a pozniej zlapalysmy smieszna faze
Astaire (14:54)
ze zrobimy akcje spoleczna pt psik emporio
Astaire (14:55)
i sie obsmialysmy w tramwaju
Astaire (14:55)
a pozniej marta mowila,ze zawsze chciala posiedziec w takich krzakach przy wisle (taka impresja jak jechalysmy przez most)
Astaire (14:56)
no
Astaire (14:56)
a pozniej zrobilysmy se spacer po centrum, kupilysmy czipsy w albercie i zjadlysmy na dzielni u marty
Astaire (14:56)
ktora nie pamietala, ktory to jest jej blok.

Każda mała rzecz cieszy.


Załóż bloga

Archiwum

2008
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec

Kategorie

Linki

Księga gości

Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl