astarte at ownlog '06


Link 15.05.2005 :: 16:50 Komentuj (10)
Od imprezy do imprezy, czyli ostatnie dwa tygodnie.

*
Więc wczoraj w CDQ była .indiepopnight. BYŁO CUDOWNIE, kto nie był ten trąba koszmarna, ale co ja Wam tłumaczyć będę. Sami wiecie. Sekretem chłopaków z Sick Sick Individuals jest pierwsze primo: totalnie zajebista muza, dobrana tak, że i klasyka gatunku i nowiutkie perełeczki. A po drugie to, jak oni imprezy rozkręcają. Skaczą, machają tymi łapami za djki, szaleństwo mają w oczach. Zresztą już kiedyś wspominałam. Towarzystwo doborowe, takie, z którym się szaleje, a nie ściany podpiera (podziękowania: Yssy, Isia, Janusz, Kazia, Szymon, Ao, Dido oraz ukazująca się co jakiś czas w glamowej poświacie nowa, śliczna para Warszawy;>). A ja mam straszną słabość do tej muzyki, okrutną. Więc ledwo już na nogach stoję, bo gorąco, kolejna godzina tańczenia, ale jak leci piękny remix „Seven nation army” to co mam nie zatańczyć. Zresztą dokładny opis tego zjawiska również u ao. Bajka. Nic u mnie nie wywołuje takich uczuć jak indierock, nic powiadam (chociaż pewnie jest to trochę smutne). A wczoraj płytę jeszcze w konkursie Sick Sick Individuals zdobyłam, "Nowy Rock" się zwie, pod patronatem Przekroju. Całkiem zacna, ale coś mam wrażenie Panie Chaciński, że lepszą kompilację bym stworzyła pod czujnym okiem Przewodnika Mojego Szymona.
I tyle i koniec. Bo ja bym mogła tak długo. Ach, och, lubicie indie, wpadajcie na IPN do cdq. Nie lubicie to naprawdę nie mamy o czym rozmawiać;)
*
Więc najpierw był weekend majowy i przyjechała Ewa. Do Ewy czuje tkliwość straszną, więc odrazu fajnie. Z Ewą przyjechał też prosto z Gdańska gigantyczny bukiet ślicznych, zmaltretowanych tulipanów. Tego samego dnia piękny, długi, choć niezaplanowany spacer po nocnej Warszawie, kolacja u Iny na Górnośląskiej (przeklęta ulica!). Słuchaliśmy indierocka, jedliyśmy smakołyki (te naleśniki z twarożkiem i pesto!), Janusz prowadził dyskusje z taksówkarzem o klubach studenckich Warszawy lat 60tych i 70tych, aż w końcu wylądowaliśmy w Le Madame. Le jakoś nigdy się nie starzeje, w dodatku było Madonna Party, więc klasa. Było hasanie na parkiecie, bo jak gdziekolwiek idę z Januszem to nie próżnujemy. Oj nie. Następnego dnia leniwe kidsowisko u mojej Ukochanej z dużą ilością wódzi i opowieściami o książkach z dzieciństwa. Następnego dnia z Ewą pracowite wycieczki po centrach handlowych, oporowe obijanie się, palenie za dużo, obiad w moim wykonaniu. Wieczór w kinie na "5x2", dużo zdjęć, a później do greeba. A tam w kuchni moje najukochańsze typaski i cipałeczki, śmiechu tyle, że bolała mnie każda komórka ciała. A później w taksówce absurdalne dialogi z panem kierowcą, nocne rozmowy na Mokotowie i nocleg na Kazimierzowskiej zasypiając przy Bloomie. Ostatniego dnia pięknego majowego weekendu spacery po Warszawie, BUW i różowe jelonki.
*
A później:
Była impreza urodzinowa ao. Opisana już wielokrotnie np.:
tu, tu, czy u samej Agentki. jako jedna z nielicznych nie mam wszystkiego na fastforwardzie, ale co ja tutaj Wam opowiadać będę. Wódka była, yssy właśnie do mnie z wojaży wróciła, kidsy prawie wszystkie obecne, zdolni panowie zajmujący się fotografią, dziennikarki, panie plastyczki i poetki też. IMHO nagrodę wieczoru zdobył Szymon, który próbował mnie i yssy przekonać, żebyśmy się wzieły za dziewczyny, póki jeszcze nie jest za późno i chłopaki nam w głowach nie poprzewracały. No ale już chyba po ptakach, jak to mówią filozofowie po obu stronach oceanu. Czego najlepszym przykładem ten wieczór.

Ech, życie, życie.


Link 22.05.2005 :: 17:58 Komentuj (6)
*
Więc prawie tydzień temu stukneły mi te nieszczęsne dwadzieścia dwa lata. Dwadzieścia dwa lata, które mnie żenują. Z powodów osobistych, o których chyba nie czas, nie miejsce tymbardziej. W tym roku świętowania pierwszy raz od dawien dawna nie będzie. Prezenty i życzenia były, za wszystkie dziękuję bardzo, kłaniam się w pas, szeroko uśmiecham. Najszerzej jednak do mojej małej, srebrnej, cyfrowej koleżanki, która spędza ze mną każdą chwilę od rzeczonego tygodnia. Wielkie rzeczy przed nami, zapewne. Dalekie kraje już za miesiąc, w każdym razie.
*
A w tym tygodniu poszłam sobie na kolejne interview, wspaniała sprawa powiem Wam. Powoli staje się to jednym z moich ulubionych zajęć. Pan przystojny, młody, dobrze ubrany. Biuro miał tylko ociupineczkę przerażające. Wykładzina, paskudne fotele, keyboard z Mazurkiem Chopina czekający w rogu, wielkie postery z profesjonalnymi zdjęciami żony na ścianach i jakiegoś obrzydliwego pająka w terrarium. Za pracę podziękowałam ślicznie. Pierwszy raz mam zadziwiającą jasność, co chce w najbliższej przyszłości robić i konsekwentnie nie wplątuje się w żadne interesy, które mogłyby mi w tym przeszkodzić. Jeśli kogoś interesuje zarabianie dużych pieniędzy z jednoczesnym odsprzedaniem duszy diabłu to proszę o kontakt. Miałam też egzaminy na specjalizacje u siebie w szkole. A jak to u mnie w szkole wszystko, również egzaminy, okazały się parodią. Na jednominutowej rozmowie na specjalizaje radiową wbiłam się na swoje najgorsze nosowe rejestry. No ale pożyjemy, zobaczymy, prawda?

W tzw. międzyczasie chodzę z najfajniejszymi chłopakami na spacery i na kawę, nadal nieprzytomnie jaram się Tyrmandem, obsesyjnie słucham Kaiser Chiefs i Nowego Rocka, robię zdjęcia rozpadających się kamienic, dostaje ważne mejle z Anglii, do frustracji doprowadzają mnie za młodzi literaci, trochę choruje, trochę się wściekam, uciekam ze słabego węgierskiego filmu. Dziś mi średnio mimo, że następne trzy miesiące wyglądają nad wyraz zachęcająco.



Link 24.05.2005 :: 09:41 Komentuj (14)
Skoro mam juz bilet w ręku (8.07 Okęcie->Gatwick, 07.09 Gatwick-> Okęcie) to mogę napisać bez strachu, że zapeszę.

"I am pleased to confirm that we are happy to provide you with a work placement this summer(...) You will be pleased to hear that we have found somewhere comfortable for you to stay and this will be available from 1 July. We wondered if you would like to come over to England on or around this date and do some sight seeing before you start with us on 13th? Looking forward to receiving confirmation that you can start with us on 13th."

Potwierdzone, uzgodnione.

Więc:
Tate Modern, wielka księgarnio obok Trafalgar Squere, National Gallery, kluby z prawdziwymi indie-rockowymi imprezami, kolekcjo obrazów Turnera w Tate, Top shopie i Miss Selfridge, moi ulubieni angielscy chłopcy, trzypiętrowe antykwariaty na małych uliczkach w Brighton, klubie ARC, wielkie lumpeksy,w których można znaleźć skarby z początku poprzedniego wieku, Green Parku, mały parku tuż za Parlamentem, plażo Brightońska, oraz PRZEDE WSZYSTKIM sklepy muzyczne z taką ilością indie-rockowych płyt, o jakich nam, Polakom, nigdy się nie śniło, gdzie w top 10 znajdują się the Libertines, the Killers, Kaiser Chiefs, a nie Kids Eskadra (patrz ostatnia topka empiku)
JUŻ NIEDŁUGO SIĘ ZOBACZYMY! (hahahahah)

A wczoraj widziałam narodziny Darth Vadera. Ale było!



Link 31.05.2005 :: 12:27 Komentuj (15)
*
Wzięliśmy i pojechaliśmy kidsowo na Bosze Body do Siedlec. Dokładny opis wszystkich herm i cudownych tekstów tutaj. Jak to jeden z uczestników wycieczki oznajmił "jeden z fajniejszych dni w moim życiu od dawna". Podpisać się mogę ręką lewą i prawą pod stwierdzeniem. Mam najlepszych znajomych na świecie, ot co. Zdjęć z podróży dwieście, gigantyczny upał, pyszne gotowanie fenomenalnych rodziców Filmmixowej i kino Sojusz. Ale było! A następnego dnia, kiedy to już zostałyśmy w Siedlcach tylko z ysią, zrobiłyśmy objazd po lumpeksach, skutkiem czego nabyłam w drodze kupna trzy fenomenalne torebeczki w kolorze flagi naszej narodowej, a ysia m.in. megafantazyjny krawat.
*
W piątek wieczorem było Vindictive Disco na Chłodnej. Jak było nie jestem w stanie stwierdzić, bo ciągle było mi źle i byłam na nie. Siedzieliśmy na murku pijąc ciepłe piwo i krzywiąc się na wszystko. Jedno pewne, że było małe przyjęcie z okazji urodzin toia, toi wzruszony, tort piękny, wszyscy mieliśmy badge z napisem "I love toi toi". Ja snułam się z aparatem i dokumentowałam, co można zobaczyć u Iny. Później zostałam troskliwie odstawiona do autobusu, a następny dzień leczyłam depresje OGLĄDAJAĆ TELEWIZJĘ i zachwycając się Sławkiem Uniatowskim z Idola. Powiedzmy, że pomogło.
Później śniły mi się rzeczy straszne i apokaliptyczne. Ze wszyscy ludzie, dla których do tej pory pracowałam urządzili dla mnie elegancką kolację, tylko po to, żeby powiedzieć mi jak fatalnym pracownikiem byłam. I tak dalej, w podobnym charakterze, każdą dziedziną mojego życia lecąc, nie wykluczając prawdziwej zagłady świata i rozwodu moich szanownych rodzicieli. Mama, która fascynuje się wszystkimi rzeczami, od których ja się stanowczo odżegnuje (psychoanaliza, terapie itp.) mówi, że to moje lęki. Głupia Aster, ile czasu temu Marta mówiła "nie lękajcie się"?

A na niedzielnej Eufonii był Pan Poeta Czerski. Wiersze jak zwykle znakomite. Pan Poeta też.

*
A teraz z rubryki "doniesienia i refleksyje muzyczne".

Niejaki kolega Rob Thomas, którego zapewne większość ze społeczeństwa kojarzy dzięki piosence "Smooth" wykonanej z Santaną, nagrał album solowy. Ja kolegę Roba kojarzę jeszcze z fascynacji moich licealnych zespołem Matchobox20. Wydawali mi się wtedy szczytem wrażliwości okołorockowej (woha, co za czasy!). Kwestia jest generalnie taka, że nagrali kilka ładnych kawałków i tak sprawy zostać powinny. A tutaj nagle widzę w telewizji muzycznej singiel promujący płytę Thomasa, który zwie się „Lonely no more”. Tytuł jakże doskonale oddający ducha utworu. Jest to jakaś straszna kupa, jakiś Ricky Martin u szczytu swojej kariery, zmiksowany może troszkę z Marckiem Anthony. Jest to okropne, wstrętne i ja postuluje, powinno być zabronione prawnie. Szczególnie, że wokal to ma koleżka naprawdę ładny.

Z obsesji muzycznych to nadal nie ruszam się z Wysp, ani o krok w sumie, chyba, że na chwileczkę do Stanów dla panów z The Strokes i The Killers. Zaraziłam się trochę New Order od Iny. Mam w końcu całą płytę Bloc Party i pożyczyłam sobie Joy Division. I ja się tak zastanawiam Mili Moi, czym w ogóle były świat bez angielskiej muzyki (nie tylko rockowej- daruje Wam wywód o fascynacji Moloko i ostatnim singlem Gorillaz). Przypuszczam, że kupą jakąś. Weźmy takie „Love will tear us apart”. Przecież to najpiękniejszy numer stulecia. Zaraz za nim kroczy dumnie „Like eating glass”, „So here we are” czy „Banquet”. Ej, tyle jest pozytywnej energii w tej muzyce, tyle pasji i zajebistego hałasu, że ja oprócz natychmiastowych podrygów wszystkich posiadanych kończyn mam od razu ochotę robić rzeczy wzniosłe i piękne. Czemu nie robię, nie wiem. Ale zakładam raczej, że to wina moja, a nie chłopaków (jednym zdaniem- jestem pragmatyczną pizdą bez polotu).
App robienia rzeczy wielkich i ochrony lasów tropikalnych, to widziałam i słyszałam nowy singiel Coldplaya. No i dobra, ja się mogę boczyć na Chrisa Martina, że zajmuje się swoją żoną i córką o tym fantazyjnym imieniu, zamiast muzyką, no ALE!
Jak ich można nie lubić? To przecież trzeba być pozbawionym wszelkiej wrażliwości.
Jeszcze słów kilka o Fiszu, bo „Fru” zakupiłam. Rozwodzić się specjalnie co nie ma. Bo ja od czasów licealnych, odkąd ysia mi podała Fisza na tacy, pożyczając „Na wylot” i numer Mebli z jego tekstami, wszystko Fiszowe łykam (oprócz niektórych występów na żywo). I nie jest to ślepa fascynacja, tylko szczery zachwyt. Bo sobie tak z Fiszem razem dorastamy do pewnych rzeczy (w sensie, on dorasta naprawdę, a mi się wydaje, że dorastam). Fru jest takie jak lubię. Jest bardziej gadane od rzeczy nagrywanych z Tworzywem, ale do Tworzywa bardzo muzycznie podobne. Jest trochę orientalne, trochę psychodeliczne, jest śliczny wokal Izy Kowalewskiej w chórkach. Mój absolutny faworyt- Chodźmy w deszcz. No ale ja od „Wielkiego cieżkiego słonia” lubię motywy wodne u Waglewskiego. Zresztą właśnie odzyskałam WCS i od wczoraj non stop lecą: „Awaryjne światła”, „Tramwaj” i „Wcielasz”.

No, chyba tyle. Fajnie, że zrobiło się chłodno i że są takie pyszne truskawki.

Załóż bloga

Archiwum

2008
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec

Kategorie

Linki

Księga gości

Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl