Odzylam przez ten weekend, mimo, ze wlasnie zamykaja mi sie oczy przed komputerem.
Brick Lane jest fantastyczne. A jeszcze rok temu nie mialam pojecia ze sa w ogole takie miejsca w Londynie, ktory ograniczalam do centrum z jego wszystkimi atrakcjami i do sypialnianych dzielnic takich jak te na polnocy Ladku, w ktorych mieszkalam. A teraz weekend na Stepney Green, pierwszy raz mieszkanie w Londynie W BLOKU, troche przerazenia na poczatku ze wzgledu na ilosc metrow kwadratowych, jakie mielismy zajmowac w trojke, troche atrakcji z azjatyckimi wspollokatorami Mikolaja.
Mikolaj jest wredny i zajebiscie ubrany, wiec po kilku minutach bylo jasne, ze bede darzyla go wielkim uwielbieniem, o czym przekonala mnie tylko salwa zlosliwosci na temat moich ubran i butow, wystrzelona bez ostrzezenia na kilka minut po poznaniu.
Popoludniu Cafe 1001 i wycieczka po sklepach. Wieczorem poznajemy w trojke polskiego, mlodego malarza, ktory staje sie trauma naszego wieczoru. Chlopaczyna odrazu zakochuje sie w Miko, milosc rozjasnia mu oblicze i zaczyna opowiadac. I nie przestaje nawet po dwoch godzinach, podczas ktorych nie mial ani chwili przerwy. Jedno jest pewne- ma jasna wizje swoich planow artystycznych, ktora poznajemy w 1001, co do dnia i godziny. Pozniej klub 333, mocno zagejony (oh, what a surprise!). Strasznie obciachowa muzyka, amerykanskie lata 80te, Lionel Richie, najlepsza piosenka wieczoru to zdecydowanie Groove is in the heart i Jump around. Anglicy zabawni, na parkiecie kilka malo polskich Polek, na drugim densflorze mroczna techniawa, pan diler, ktory ciagle sie upiera, ze potrzebujemy czegos do wciagania nosem. Pozniej godzinny spacer na Stepney Green, Ina zasuwa po ulicach Londynu na bosaka, po trzeciej docieramy juz prawie na miejsce, jemy lody zakupione na bp i odstawiamy operacje pt. “niech Chinczyki nie odkryja naszej obecnosci”.
Rano budzi nas Miko, ktory ucieka wlasnie do pracy, pozniej lezymy w lozku palac papierosy, placzac ze smiechu nad urocza, znaleziona na mikowskiej polce, ilustrowana ksiazeczka *przemilcze tytul*. Znowu Brick Lane, zachwyty nad butami na markecie Sunday Up, Absolute Vintage, ktory iloscia artykulow przerasta mnie dokladnie tak samo jak Top Shop na Oxford Street, lunch w 1001 w Sali klubowej w srodku dnia (najbardziej mroczny lunch mojego zycia- Ina), obserwowanie slicznych, hinduskich, kilkuletnich chlopcow w parku przy Embankment (a ten to bedzie poeta, a ten lobuzem, a ten to typ samotnika, ten bedzie zdradzal dziewczyny, a ten najfajnieszy to pewnie bedzie gejem), kawa z Miko, rozmowy o SENSIE ZYCIA i MILOSCI w St. James` Park (nadal zadziwia mnie jak szybko upada moj zdroworozsadkowy image, gdy tylko zaczynam opowiadac historie z okresu 4 klasa LO-II rok studiow) . Ja wsiadam do pociagu i odjerzdzam do tego swojego Gravesend, a Ina i Miko znowu na Brick Lane, spotkac sie z moim ulubionym, mlodym ARTYSTA internetowym.

A dzis Monday, bloody Monday, znowu przed komputerem, znowu leather cleaner, signed off press releases, distributor news i customer database. I okazalo sie, ze moi ZNAJOMI Z PRACY wydzwaniali do mnie w sobotni wieczor, probujac mnie wyciagnac na impreze, i ze przeroslo ich wstawienie dwoch zer i "48" przed numer telefonu.

No. I niech juz przyjedzie do Londynu Ewa, niech Miko szybko wroci z Polski. I zeby byl juz nastepny weekend i moze nawet kluby na Old Street z ulubionym kolega z pracy, Carlem.

A Big Brothera wygral przystojniaczek Anthony. Final, jak to final angielskiego BB, byl podniosly i WZRUSZAJACY. A w tle leciala jak zwykle odpowiednia, rozdzierajaca piosenka, ktora akurat jest na czasie. Jak w zeszlym roku wygrywal transwestyta bylo “Somewhere only we know” Keane, w tym roku “You`re beautiful” Jamesa Blunta (nie cierpie, nie cierpie, ale jakze adekwatne). A kilka dni temu odkrylam raj na ziemi w postaci www.play.com oraz www3.cd-wow.com. Ogladam ceny plyt i jestem w niebie.
I bede bankrutem. To pewne.




Komentarze:
20.08.2005 :: 20:00 :: 83.25.213.60

dul

Ewa przyjedzie we wtorek.
17.08.2005 :: 11:23 :: 87.74.5.175

in->miko

mogles od razu sie domyslec! :-)

a o butach to mialo nic nie byc:P
16.08.2005 :: 12:21 :: 87.74.5.175

miko

joy of sex?! grrrrrrrrrr
16.08.2005 :: 12:20 :: 87.74.5.175

miko

co to za ksiazka byla..?!
16.08.2005 :: 09:29 :: 194.69.207.246

toi

a tutay jakos smutno
15.08.2005 :: 15:50 :: 212.56.53.4

ast

nic nie wytwarzaj kochana, wiadomosc na gronie wlasnie do cie pomknela przez lady i morza. odpisuj szybko!:*
15.08.2005 :: 15:27 :: 217.99.11.242

k

tu mamy swieto matki boskiej zielnej i raczej wolne w pracy. wkrotce wytworze gronkowca bom spragniona komunikacji z toba, rje :))*
ownlog.com :: Wróæ