Link 10.04.2006 :: 14:51 Komentuj (8)
"Based on what you've told us so far, we're playing this track because it features punk influences, mixed acoustic and electric instrumentation, extensive vamping, electric guitars riffs and vocal harmonies"
Jezu, kocham www.pandora.com.
Ostatnio nic mi się w kinie nie podoba, "Match point" słabiutki, przewidywalny, ale ogląda się raczej bezboleśnie. Takie 3 z plusem.
Link 12.04.2006 :: 17:54 Komentuj (3)

z jakiego filmu to kadr?
Link 14.04.2006 :: 15:58 Komentuj (0)
(akademia revisited)
Do utraty tchu vs 400 batów- 0:1
Hieroszima moja miłość vs Cleo od piątej do siódmej 0:1
Przygoda vs Zaćmienie 1:1
Tam, gdzie rosną poziomki vs Siódma pieczęć 1:1
Z soboty na niedzielę vs Samotność długodystansowca 0:1
przy okazji najpiękniejsza kobieta świata:

Ostatnio tez sporo czytamy, plebiscyt wygrywają "Pożegnania".
Dobre ostatnie tygodnie z cudownymi eventami. Spacery po mieście i poWoli, videoart w CSW, Pałac Starej Książki, bezbłędna Antenna UK, wieczorne i piwne pawilony na Nowym Świecie, szczególnie Klaps, nadrobione Hawaje Oslo (jak fajnie i świeżo po kinowych bełtach z Zachodu, na które ostatnio ciągle trafiam), nocne podróże, odnaleznienie Łuku UE w szczerym polu, udawanie teledysku do Karma Police, urodziny Kazi. Fajne, wiosenne akcje, dużo działalności młodego organizatora imprez. W tle gigantyczne potknięcie ze szkołą i wyjście na prostą dzięki przeniesieniu się na najnudniejszą specjalizację świata. Dużo płaczu w związku ze zrezygnowaniem z LR.
No i te cztery godziny wczoraj na gadu.
A Natalia, Janusz i Lesiu pojechali dziś do Berlina. Podróże na miarę mozliwości, ja zaraz na Kabaty.
Link 14.04.2006 :: 16:13 Komentuj (0)
A greebo ma zawsze racje. Na tapecie Veronica Mars i Wonderfalls.

Link 14.04.2006 :: 21:05 Komentuj (2)
Janusz je właśnie kolacje przy świecach w Berlinie. Bynajmniej nie dlatego, żeby było romantycznie, tylko dlatego, że nie mają prądu w domu, w którym się zatrzymali. Kasia jedzie do griba oglądać seriale. Ale są dorośli. A ja latam ze ścierką po domu rodzinnym. I właśnie zaczynam sprzątać trzecią łazienkę dzisiaj.
Chciałam publicznie ogłosić, że bardzo kocham swoich współlokatorów. Jezu! Niech to trwa, niech to trwa!
I czuje po kościach, że bardzo dobra wiosna przed nami. Hej ho!
Smacznego jajka:-)
Link 23.04.2006 :: 19:17 Komentuj (3)
(ipn)
Na Indie Pop Night było jak za starych dobrych czasów, czyli najlepiej na świecie. Nie zdążyłam na Out of tune co nadal przyprawia mnie o ból serca, TCIOF mieli coś dziwnego na twarzach, a jak zawsze w ich asyście była Japoneczka z teledysku. Były szalone tańce na scenie, hulanki, pojedynek między mną i Januszem a Justyną i Leszkiem (nie stylizacja, a poprostu wrodzony dar to tajemnica naszego dobrego tańczenia;>) oraz bonus w postaci uroczego orła na parkiecie w wykonaniu moim i Janusza. Było jak podczas najlepszych momentów tej imprezy, co doprowadziło mnie do stania pod djką i krzyczenia "kochaaam Was", dzikich pląsów i prawie, prawie łez wzruszenia. Same największe hity, tłum na parkiecie i zero przerwy od 22 do 2.
Kto nie był ten trąba.
(uro ao)
Let's dance i g5 w wersji młodzieżowej udawający Justina, mnóstwo newsów muzycznych, gwiazdy z telewizji oraz piękna Jubilatka w szałowej sukience. Bawiłam się szałowo, chociaż pytanie gdzie zgubiłam rodzeństwo padało zdecydowanie za często. Oraz od dzisiaj piję tylko gorzką żołądkową i tylko z Pauli.
Aaa. I był celebrity dog!
Link 26.04.2006 :: 18:53 Komentuj (2)
(przygody z radiem)
Ktoś mi zdecydowanie daje z góry sygnały, żebym nie współpracowała z taką jedną rozgłośnią. Przy pierwszym podejściu do nagrania, do studia, w którym własnie zaczynałam czytać, wleciała szalona pani z działu publicystyki (w Polsce nie ma publicystyki, tak powiedział wczoraj jeden mądry Pan na panelu dyskusyjnym na temat Forum) i wymachując rękami zaczęła krzyczeć, że ona musi koniecznie zmontować program i żebyśmy uciekały.
Dziś, dwadzieścia minut po moim pojawieniu się w radiu, koleżanka zamykając drzwi do studia magicznym sposobem ściągnęła jakąś klątwę. Koło drzwi pojawiły się czerwone diody, a dziesięć osób utknęło w studiu A, jedna w studiu B. I tak tam siedziało przez czterdzieści minut, dopóki dzielny kolega wyglądający jak szatan, nie przebił się przez tekturowe ścianki łączące serwerownie ze studiem.
Hmm.
A tydzień temu na antenie obciachowego, ostatnio ulubionego radia wygrałam płytę. Co prawda za to musiałam poopowiadać Pani, która ma nazwisko spożywcze o Londynie na antenie, ale dałam radę.
No i cudowniutkie Arctic Monkeys czeka teraz na odbiór.
Poza tym jestem pracowita, pozamykałam właśnie dzisiaj wszystkie swoje sprawy uczelniane, chodzę na zajęcia, piszę teksty, udaje, że rozumiem o co chodzi z nagłośnieniem na koncert, jestem chodzącą reklamą naszego stowarzyszenia i współpracuje pięknie z młodym zespołem indie.
Jezu, ale gorąco. A Klaps na NŚ niewiele ma wspólnego z tym filmowym. Objawienie spadło na mnie i Nat wczoraj wieczorem. Leszek oczywiście wiedział od samego początku.
Link 28.04.2006 :: 16:58 Komentuj (2)
(nad czym ostatnio ciągle pracuje)

Bardzo proszę, wpadajcie wszyscy. Będzie fajnie, będzie klawo, będzie dużo znajomych.
To co, widzimy się w niedzielę? Michał dziękuję bardzo, bardzo.