astarte at ownlog '06


Link 23.06.2005 :: 15:48 Komentuj (4)
Z życia szkolnego:
Moje starcie z instytutem, na którym studiuje gribo wypadło bardzo boleśnie. W tej sesji raczej bawiłam się w zabawę pt. jak to jest zdawać każdy egzamin przynajmniej dwa razy. Efekt taki, że jeszcze dwie poprawki przede mną. Ale chyba uda się bez ofiar śmiertelnych. W ogóle entuzjazm mi deczko spadł. Koniec końców taki, że nie zdaje jednak na ceslę. Specjalista ds. Ameryki Południowej zostanę jednak kiedy indziej. Sorry resory.

Z życia towarzyskiego (everydayevent):

W piątek byłyśmy z Kasią w KLUBIE REMONT (!) na koncercie niejakiego zespołu Naiv. A osób było mnóstwo i wszyscy krzyczeli razem z wokalistą: "Nasze kolorowe życie jest takie szare, Twoje młode oczy są takie stare". Chłopaki grają zacnie, aczkolwiek wokalistę to mają raczej granieprzyogniskustajli. I ogólnie klimat jakiś alterglobalistycznych, nieprzystosowanych do kapitalizmu podgrup społeczeństwa, do którego jakby zupełnie nie pasuje, ale spoko. Później dopiero strach był, bo po koncercie zaczeła lecieć polska muzyka rockowa.
A w sobotę robiłam pierwszą w swoim życiu sesję fotograficzną. Modelki miałam śliczne i w dodatku radzące sobie dzielnie ze wszystkimi przeciwnściami meteo (dziękuję raz jeszcze!). Tylko fotograf jakby deczko słaby i nieobyty. W związku z tym ze zrobionych 400 zdjęć jakieś dwadzieścia jest naprawdę fajne. Efekty do zobaczenia.
Wieczorem natomiast yssy, w ramach bratania mnie ze swoimi isnowskimi ziomkami, zabrała mnie najpierw na jakiś alternatywny pokaz mody do Diuny, a później byłyśmy na cudownej imprezie. Impreza mieściła się w podwórku kamienicy na Smolnej, była urządzana przez wspólnotę mieszkańców i tak starowarszawska, że aż się łezka w oku kręciła. Dwie panie śpiewały stare piosenki przy akompaniamencie pianina, była wystawa zdjęć, była wino i starsi Państwo tańczący do "Ostatniej niedzieli" i popijający na zmianę barszczyk czerwony i wódkę. Urok niesamowity to miało.
Koniec weekendu (teraz to w sumie każdy dzień jak weekend) spędziłam u koleżaneczki mej uroczej ze starej pracy, która urządziła sobie mieszkanko na Targówku. Przepiękne. Z miłych rzeczy do zapamniętania w tym tygodniu: popołudnie u Kasi Bez Bloga i rozmowy o życiu oraz spacery w okolicach Placu Zbawiciela z Yssy. W sumie takie miłe wakacje, gdyby nie te dwie poprawki.
A wczoraj:
Astaire (14:53)
a strasznie fajnie
Astaire (14:53)
my jeszcze z yssy nie tak do konca przyzwyczajone do spedzania czasu z marta same
Astaire (14:53)
ale bylo tak spokojnie ale bardzo sympatycznie
Irmina (14:54)
bylysmy na pradze
Astaire (14:54)
w lysym pingwinie,ktory jest zajebisty
Astaire (14:54)
i musisz tam kiedys ze mna pojechac
greebo (14:54)
ok
Astaire (14:54)
pyszne czeskie piwo bylo
Astaire (14:54)
a pozniej zlapalysmy smieszna faze
Astaire (14:54)
ze zrobimy akcje spoleczna pt psik emporio
Astaire (14:55)
i sie obsmialysmy w tramwaju
Astaire (14:55)
a pozniej marta mowila,ze zawsze chciala posiedziec w takich krzakach przy wisle (taka impresja jak jechalysmy przez most)
Astaire (14:56)
no
Astaire (14:56)
a pozniej zrobilysmy se spacer po centrum, kupilysmy czipsy w albercie i zjadlysmy na dzielni u marty
Astaire (14:56)
ktora nie pamietala, ktory to jest jej blok.

Każda mała rzecz cieszy.


Załóż bloga

Archiwum

2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec

Kategorie

Linki

Księga gości

Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl