astarte at ownlog '06


Link 24.04.2005 :: 18:41 Komentuj (12)
Ach, robaczki moje kochane, już piszę, bo widzę, że coś sie doczekać nie możecie.
Więc refleksje okołomuzyczne na dobry początek będą.

Bo kilka tygodni temu wzięłam i zabrałam Szymonowi płytę The Rapture "Echos". I z miejsca mi The Rapture wskoczyło na bardzo wysoką półkę. Bo jest na tym albumie wszystko co w muzyce mi się podoba. Jest histeryczny, rockowy głos. Jest pianino w tle, a dobre pianino w piosenkach okołorockowych jest błogosławieństwem. I gdy tylko zaczyna się płyta a Luke Jenner drze się "I called you on the telephone cause I was lonely" to ciarki lecą po plecach, a później noga sama zaczyna przytupywać. Dla mnie bezdyskusyjnie najlepszym numerem jest "Heaven", które ma w sobie genialnego rockowego pazura (say what?), precyzję marszu i cudowną histerię. Do tej pory jestem jakby deczko zdziwiona faktem, że panowie są ze Stanów, a nie z Wysp. Wskakują mi The Echos na półkę ulubione. Ostatnio tak chyba z The Killers było. Ale fakt faktem, że The Killers jacyś tacy przy nich ugrzecznieni i spokojni, mimo, że albumy jakoś tam podobne gatunkowo.

Drugą płytą, którą ostatnio trochem zachwycona jest "The world is saved" Stiny Nordenstam. Stinę kojarzę ni mniej ni więcej, ale od momentu kiedy usłyszałam po raz pierwszy scieżkę dźwiękową z Romea i Julii Luhramanna, a będzie to niezły kawał czasu, bo jakieś lat osiem. Wypiskała tam ślicznie Little Star i więcej ja jej od tamtego czasu nie słyszałam. A kilka miesięcy temu AO nam serwowała ulubione kawałki swoje. I również Winter Killing poleciało. A że ja uwielbiam jak ao opowiada o muzyce plus jak śpiewa, a oprócz tego wieczór uroczy był, Marta w Warszawie. Skojarzeniami lecąc już na samym wstępie lubiłam bardzo World is saved. Bo ciepła i śliczna ta płyta (przynajmniej muzycznie).

A lecąc obrazkami z ostatniego tygodnia to znowu w repertuarze były Sielce, była Ina kawiarniano i w roli top shelf style advisor;) Cudne mejle zza oceanu, dużo kina (cierpliwość do złych filmów się kończy, angielskie filmy wojenne na AF, Luna, na widok której doznaję wzruszeń; dobre nawalanki zawsze w cenie, czyli woha, podobała mi się troszkę Dzielnica 13ta). Było też szukanie pracy, które jest jednak drogą przez mękę w tym mieście. Dzień próbny w jednym z najbardziej obciachowych miejsc na świecie, obrzeranie się warzywami z yssy i oglądanie "Pianistki" (nah, won`t say a word about this movie). I pofestiwalone, solidnie zakrapiane spotkanie na Siennej.

Czyli, ogólnie rzecz biorąc CAŁKIEM W PORZO;)

Załóż bloga

Archiwum

2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec

Kategorie

Linki

Księga gości

Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl