Link 03.02.2006 :: 00:07 Komentuj (2)
Ładny film dzisiaj widziałam, "Więcej bólu niż rozkoszy" się zwał (cóż za okrutny tytuł swoją drogą). I chyba rzeczywiście lubię najbardziej hiszpańsko języczne filmy o chłopcach z problemami emocjonalnymi.
I tak mi się odrazu przypomniał mój ulubieniec z WFF w 2004 bodajże:

Przedstawiam Wam Tatianę, Lenina i Mao z "Suddenly":-)))
I jeszcze jeden ulubieniec z tego roku, którego chyba nikt oprócz mnie i Ksawerego nie widział:

"Jak rozbity samolot"
A ta cudna dziewczynka z lewej grała w filmie-traumie z Chile: B-Happy.
A Szymon wrócił z Francji i przywiózł mnóstwo komiksów. Część mu zwędziłam, niektóre nawet po NIEMIECKU. Fajne, chłopackie (że tak ściągne od kabebe) klimaty.
Ostatnio muzyka dała mi się we znaki, więc musiałam odreagować;-)))
Link 06.02.2006 :: 10:12 Komentuj (5)
Moi współlokatorzy (właśnie jesteśmy w mieszkaniowej separacji wszyscy) zawsze się śmieją, że tak dokładnie pamiętam te głupoty, więc hej, macie próbkę mojego snu. Z dzisiaj:
Agnieszka Odorowicz była moją nową szefową. Nie zajmowała się jednak rozdzielaniem funduszy na kino polskie, ale koncernem PALIWOWYM, a ja byłam jej rzeczniczką prasową. Spędzałyśmy całe dnie w naszej siedzibie (tvn) i obmyślałyśmy JAK PRZEJĄĆ RYNEK w Polsce i Anglii. Mój były fajny chłopak pomagał nam namierzyć na mapie Anglii kolejne małe miejscowości, które padną naszą ofiarą.
Balladyny team nie był już Balladyny teamem, bo mieszkaliśmy z dwoma nowymi osobami, w dwupoziomowym mieszkaniu, ale nadal na Mokotowie. Janusz wrócił z domu z KAPITALNĄ fryzurą (wicherek z tyłu), ale za to paskudnym balejażem (?!). Dodatkowo miał gorący romans z naszym nowym współmieszkańcem i tworzyli najpiękniejszą parę świata.
Kasia chodziła po nowym mieszkaniu ze zdegustowaną miną i kazała mi oceniać, ile na allegro zapłacą jej za torby, które właśnie dostała od swojej przyjaciółki. I strasznie się obrażała, że TAK MAŁO.
A później znaleźliśmy się w skrzyżowaniu Londynu z Warszawą, gdzie czekaliśmy w jakiejś gigantycznej kolejce na wypożyczenie sprzętu pływackiego, po czym nagle teleportowało mnie do Siedlec. W Siedlcach na wszystkich bilboardach i we wszystkich gazetach była Marta Filmmix, więc np. jej uśmiechnięta buzia mieściła się nad sloganem "W Siedlcach używamy tylko pasty Colgate" albo na kościele z napisem "Czyńmy dobro". Jak tylko się tam znalazłam, mama Marty odrazu zagoniła nas do charytatywnej roboty (nadal mnie nie lubiła za niezjedzenie naleśników II dnia Boszego body 2005) i kazała dzwonić do Owsiaka pytając się "Jurek, a co z tymi dziećmi?". Poza tym w Siedlcach był też jakiś festiwal filmowy, który Marta z pikseli oraz z największym uśmiechem świata reklamowała w City (Magazine), które przeniosło się z Warszawy do jej rodzinnego miasta.
Marta, oddaj nam City!
Link 06.02.2006 :: 23:36 Komentuj (20)
(doniesienia z zeszłego tygodnia)
Na Wdechach Janusz okazał się prawdziwym czarodziejem i każdemu z naszej wesołej gromadki dostarczał coraz to nowe darmowe drinki, nawet jak się już dawno skończyły (czaruś jeden). Efekt był taki, że jeden kolega sympatyczny nam poległ, Kabebe odkryła w sobie kleptomankę, ja zakochałam się bardzo dramatycznie na dwie godziny, a Natalia podobno leczyła cały dzień kaca. Janusza i Kasię bodajże nie bardzo ruszyło. Ale PO KOLEI.
Więc najpierw spotkaliśmy naszego uroczego landlorda, który był cudnie wcięty i zaczął nam opowiadać przydatne historie o warzywniakach mokotowskich, dziurach w szafkach i zasypywać pytaniami czy na pewno nam się dobrze mieszka, oraz mówić, że jest taki przejęty swoją funkcją landlorda, czym doprowadził nas do łez. W tak zwanym MIĘDZYCZASIE na scenę wkroczył Jerzy Połomski co zostało powitane z dzikim entuzjazmem. Bard niespecjalnie się ucieszył z wrzasków i ekstazy, która zapanowała na sali i zaczął się irytować, uciszać i pouczać app słuchania tekstów piosenek, co na niewiele się jednak zdało. Przy Cała sala Balladyny Team okrutnie się rozdarł udawadniając, że przynajmniej repertuar dziadków/ rodziców wyżej wymienionych był wspólny. Kabebe szlajała się z zawadiacką miną, będąc jak zwykle najbardziej uroczą z dziewczyn. Uroczy był też jej chłopak, którego coraz mniej się boję. Po rozdaniu nagród poszliśmy pląsać na parkiet do setu Sicków. Pierwszy raz od niepamiętnych czasów mieli tak nieliczną i starszą publikę, odświeżające uczucie to było;-)
A później udało nam się z Januszem wpaść na Kabebe, która właśnie wynosiła nagrodę z Lema i jakoś totalnie nie mogłam uwierzyć, że nasza złota dziewczynka może coś UKRAŚĆ, dlatego do niedzieli rano myślałam, że odebrała ją w imieniu jakiś przyjaciół. Jak zawsze w takiej sytuacji naopowiadałam Nat strasznych głupstw, których połowy dzięki Bogu nie pamiętam (sorry, sorry), a później tragicznie się zakochałam w naczelnym pewnego magazynu gejowskiego. Na szczęście szybko mi przeszło.
Póżniej nad ranem odstawiłam drama queen płącząc Januszowi w rękaw, i fotografując swoje korale i paznocie z dramatyczną miną.
A później wracając doprowadziliśmy kolejnego Pana Taksówkarza do obłędu.
Bardzo lubię takie fety, a jeszcze bardziej lubię darmowy alkohol.
A w poniedziałek po afrykańskiej traumie (copyright by gribo), odwiedziliśmy Kazię i przybyłego z festiwalu komiksowego Szymona. Dostałam mnóstwo fajnych komiksów do przeczytania, oraz obietnicę, że Szymon znalazł mi chłopaka-komiksiarza.
A po tym wieczorze będą przez długie miesiące chodzili za mną kanadyjscy anarchiści wynajmujący francuskie kamienice i tańczący do Killing in the name of;-))
Chciałam również powiedzieć, że gribo jest ostatnio najfajnieszym chłopakiem świata, kupił sobie piękne spodnie i prawie modsowską koszulkę, która wygląda MEGA FAJNIE. Ostatnio też w nocnych smsach wyznajemy sobie nawzajem miłość. Ha. I jak tu nie cieszyć się życiem?:-)))
Link 07.02.2006 :: 17:04 Komentuj (4)
(piątkowe balety oraz piękny plakat Magdy)

Janusz 15:44:21
boję się tych zabaw
Janusz 15:44:25
zwłaszcza butelki
Janusz 15:44:37
mam chyba dziecięcą traumę związaną z tą zabawą
Janusz 15:44:51
ale na ciasteczko to się skuszę
Janusz 15:44:56
a może nawet na wróżkę
Janusz 15:44:57
kto wie
Czuję, że będzie ZABAWNIE!
Link 08.02.2006 :: 16:30 Komentuj (1)
"Wiesz co jest dla mnie przecudowne? Ze wiesz jaki jestem straszny, a mimo to mnie lubisz"
Ahahaha. And here we go again?
Lecę na totalnej kurwie (że się tak wyrażę po ziomalsku). Fatal error w domu, dwa szkolne errory wiszące nad głową, milion zaległości, piątkowy deadlnie w pracy, a pewna gazeta nadal mi marudzi, że nie tak i ma być WIĘCEJ O POLSCE. Za to w końcu wyzdrowiałam.
Niech już będzie weekend i niech dane mi się będzie porządnie upić.
A wczoraj był Londyn na linii. To się dopiero kurde nazywa ZIMA (wybaczcie rozmazujące się pikselki):

(dla porównania wczorajszy widok z pracowego okna)

Chcę na wakacje!
A w radiu Michael Buble śpiewa Nirvanę. O mamo.
Link 08.02.2006 :: 18:34 Komentuj (11)
(boże, jaki piękny!!!)

już teraz zapraszamy!:-)
Link 15.02.2006 :: 16:37 Komentuj (3)

Tribute dla moich najlepszych współmieszkańców;-) Lowe! (sorry Mawil, normalnie ukradłam rysunek)