![]() |
| You came on your own That's how you'll leave With hope in your hands And air to breathe Ojezujezujezu. Drodzy Państwo, ale Editors koncert dziś odpierdzielili. Tytułem wstępu: to był jeden z moich dwóch ulubionych zespołów z wiadomej fali, której nazwy lepiej już nie wymieniać. Szał na nich zrobił się za moją drugą emigracją londyńską, a The Back Room był kultową płytą Balladyny Teamu jak jeszcze był Balladyny Teamem. Na koncert postanowiłam iść sobie z przyzwoitości, że lubimy i wspieramy starych idoli. Ale przez ostatnie kilka dni, kiedy słuchałam nowej "An end has a start" i przypominałam sobie ich debiut coś czułam, że będzie konkret. I był! I to jaki!! CUDOWNY koncert, CUDOWNA energia, Stodoła cała nabita, mnóstwo fanów pierwszej płyty, sporo młodziaków reagujących histerycznie na drugą, starzy fani rockowego grania, jakoś mało indie dzieciaków o dziwo. Ale mój Boże, jak oni ZAGRALI. Od pierwszego momentu było wiadomo, że są zajebiści koncertowo, wszystko pięknie technicznie, ale bez rutyny, że to któryś koncert podczas trasy, bez precyzyjnego odtwarzania kawałków, które brzmią tak samo jak na płycie. Tom ma głos jak dzwon, czysty, piękny, i jak Ajsza i Kasia trafnie zauważyły, taki, który nie wchodzi Ci w uszy, tylko prosto do serca. Poza tym lata po scenie, wygina się, śmiesznie podryguje, macha łbem, wchodzi na pianino. Chris o wiele spokojniej, ale w absolutnym transie obok. Zaczęli bodajże od "Lights", i cudownie wymieszali kawałki z pierwszej i drugiej płyty, tak, że nie było ani chwili nudy i przestoju. Na granym już poźniej "Munich" wszyscy wykrzykiwali tekst, tak, że Tom się wzruszył i nie mógł uwierzyć w to co się dzieje, taka fala poszła przez tłum. Były wszystkie najlepsze numery, nie opuścili żadnego mojego ukochanego kawałka z "The back room". A bis odpierdolili taki Drodzy Państwo, że O RANY. Światła bosko zgrane z muzyką, jeden z moich ulubionych numerów z drugiej płyty, bodajże "An end has a start" (nie pamiętam, bo mnie PONIOSŁY EMOCJE). A na sam koniec moje absolutnie ulubione "Fingers in the factories". Jak dla mnie chyba koncert roku. Albo ex aequo z LCD Soundsystem. Boże, jednak nadal wierzę w rocka. ![]() ![]() Zdjęcia telefonem. Niewiele widać, ale wiecie, rozumiecie, wartość sentymentalna. |
| Komentarze: |
| 06.11.2007 :: 23:10 :: 195.13.138.122 ian no przynajmniej tobie się koncertowo udało, bo jak już mówiłem Maximo w Berlinie lekko słabe, no ale z takiej płyty jak ostatnia, to chyba trudno coś wyrzeźbić. wiadomo, tak krawiec kraje, itd. |
| 05.11.2007 :: 09:53 :: 80.55.29.91 pauli och ochpierwszą płytę doceniłam z opóźnieniem, drugą nawet lubię, ale za bardzo brzmi jak zbiór odrzutów z the back room, więc na koncert szłam z nastawieniem "idę na koncert w miarę fajnego, zagranicznego zespołu", bez wygórowanych oczekiwań :) aż tu nagle!!! ciągle szumi mi w uszach. i zgadnij, czego teraz słuchamy na naszym mokotowskim poddaszu? ;) |
| ownlog.com :: Wróć |