astarte at ownlog '06


Link 18.12.2005 :: 20:54 Komentuj (6)
(w ramach przypomnienia)

* Tydzień kryzysu zdrowotnego zmusił do emigracji na Kabaty. Pierwszy raz od wyprowadzki spanie u rodziców. Miło, ciepło, wygodnie, moja własna sypialnia, moja własna łazienka. Za stara i zbyt rozbestwiona jestem na mieszkanie z rodzicami jednak.

* Cudowne Płyny w Kulturalnej, cudowne, śliczne koleżanki ao.

* Spotkanie z byłym Wielkim Romansem bardzo miłe i inspirujące. Narazie pozostaje mi tylko słuchać z podziwem jego dziennikarskich przygód, historii o pogawędkach z publicystami Jedynego Słusznego Tygodnika, poznawania ich córek - felietonistek na turniejach tenisowych itp. Jak zawsze miło, jak zawsze delikatne podwyższenie selfesteemu. Jak zawsze uświadomienie sobie swoich luk w wykształceniu.

* Ominęłam jedną ważną imprezę branżową (koncert i set), żeby się integrować instytutowo. Niewiele z tego wyszło, oprócz drobnych złośliwości losu i spędzenia całego wieczoru w towarzystwie osoby, która najchętniej nigdy więcej by mnie nie oglądała. W jakże przemiły sposób zresztą.

* Drobne domowe złośliwości i kłótnie, które wybuchnęły nam w końcu w twarz konkretną awanturą. Jak narazie wynika na to, że oczyściło to tylko sytuację i ogólnie pomogło.

* Służbowy wyjazd do Krakowa, gdzie Forum Wokół Kina. Branżowo strasznie, najbardziej znienawidzony typ polskiego biznesmena, rzucającego się na każdy gadżet promocyjny. Panie w garsonkach i na wysokich obcasach, ewentualnie w wieku mojej babci. Pierwszy raz od wyprowadzki (oprócz Kabat) własna sypialnia. Hotelowo wygodnie, kino za rogiem, Rynek w odległości 10cio minutowego spaceru. Kraków przepiękny, zakochałam się. Zdjęć kilka, wszystkie indoorowe przez pogodę. Cafe Camera polecana przez Wojtka i Martę pyszna, piękne Delikatesy na Rynku 13cie polecane przez Kasię. Stalowe Magnolie, Tajemniczy ogród (syf), Wierzynek (hyhyhy), Cień (ładny), Peweks (cóż za zabawna speluna). Do Alchemii nie udało się dotrzeć, do Singera również. Albo zamknięte (!) albo brak miejsc. Gigantyczne ilości alkoholu, spanie po kilka godzin, całe dni w kinie. Filmy dobre w swoich gatunkach. Kolejno: Wyznania gejszy (ładny film kobiecy), Ty, ja i wszyscy których znamy (bardzo lubię amerykańskie kino niezależne), Dead Fish (no w końcu!), Kiss, kiss, bang, bang (uroczy Robert Downey Jr.), Spacer po linie (spodoba Wam się!), Dowód (ach ten Jake) i Hooligans (angielskie do szpiku kości, inne niż reszta, bardzo się podobało, ale perła to to nie jest). Zakochałam się w setkach chłopców. Poznałam Januszową Izkę. Plotłam nad ranem trzy po trzy. Kraków mnie postawił na nogi. I bardzo podobały mi się tamtejsze dziewczęta- prawie każda czarne oficerki, fikuśne torby; ładnie i kobieco. O.

* Mały reunion licealny. Chłopcy gadający o tym, że kobiety są siłą napędową mężczyzn i że bez miłości ciężko w życiu (o rany). Była miłość z NARZECZONĄ. Która ani nie jest ładna, ani brzydka, ani specjalnie mądra czy głupia. Nijaka (ma balejaż!). I ma problem ze mną co jest dość zabawne. No ale ma Audi A6. Oh wow.
Ja zawiodłam całe towarzystwo bo obyło się bez dramatów, na które wszyscy czekali. Żurnalista wybił z głowy Informatyka, Żurnalista wybił się z głowy sam. Nuda.

* Vinyl Voyage ponownie uroczy. Do pewnego momentu kiedy to wyjątkowo niekulturalne towarzystwo w Kulturalnej wyprowadziło cały Balladyny Team z równowagi.

* Tyrmand w "Niedzieli w Stavanger" piszę znowu o Piotrusiu. Tym samym co w Filipie. Czytam i wyję z radości.

* Mam mnóstwo zaległości z Laboratorium Reportażu, mimo wyprawy na debatę z Tuskiem i pracowania pewnego wieczoru jako szatniarka w teatrze (system punktowy ściga nas, za każdy taki event 2 punkty, zbierz w ciągu 5 miesięcy 60). App- ostatnie PIĘĆ MINUT "Sztuki mięsa" świetne. Uwaga, bo jeszcze przekonam się do teatru.

* Dwa dni temu postanowiłam w końcu co zrobię ze swoim życiem. I niewiele ten plan ma wspólnego z refleksjami jakie mnie naszły dwa tygodnie temu podczas lektury "jesteś tym, co jesz". Kiedy to z szaleństwem o oczach poleciałam kupować do sklepu ZDROWĄ ŻYWNOŚĆ, a później umierałam z bólu żółądka.

* Chyba najprawdziwszy renunion z Zosią. W planach: środowa Wigilia, wypuszczenie karpia do środowiska naturalnego i wyjazd na wieś.

* Mam paskudne żelastwo na zębach. 4 stycznia żelastwa ciąg dalszy.


Link 27.12.2005 :: 20:57 Komentuj (8)
(Żeby tradycji stało się zadość, czyli podsumowanie 2005)

miejsce roku: kuchnia na Elektoralnej na początku roku, Pałac Starej Książki (mimo, że tylko raz), Chłodna 25, nadal Le (bo tam mnóstwo czasu), Balladyny, CDQ (za IPN), 1001, Heaven, Stepney Green, Brick Lane, The Avenue w Gravesend

impreza roku:
- każde Indie Pop Night
- impreza pożegnalna Janusza (najpierw depresyjne dziennikarstwo, później zdjęcia w windzie, pląsy w Le, wychodzimy jak świta- piękna noc to była)
- majówka u gribo (z późniejszym noclegiem na Kazimierzowskiej i zasypianiem po opowieściach Kazi przy Bloomie)
- najśmieszniejszy event kuchanny na Kazimierzowskiej w czerwcu
- Heaven (na parkietach z Miko)
- okropny ostatni clubbing na angielskiej ziemi (1001, Herbal, fajni panowie, klub w miejskim szalecie, długie spacery w te i z powrotem po Shoreditch z Iną i Carlem- fucking united)
- moje pożegnalne party w Rochester
- Balladyny parapetparti
- Forum Filmu w Krakowie

event roku: wracanie z pracy o 5:30 rano przy okrutnym mrozie (śmierrrrććć!), Jutro Filmu 2005 z N.Y.C-Birmingham-Berlin crew, rozmowa o pracę na Pradze, Bosze Body w Siedlcach, Akademia Filmowa w Iluzjonie, dzień w Brighton, prawie cała wakacyjna Anglia, przyszły Balladyny Team mieszka razem w Londynie, każdy weekend z Iną & Co. na BL, wyprowadzka

persony roku: Janusz (dzieny stary, dzieny), the one and only Miko of London, Carl, Carla (za wspieranie podczas ciężkich chwil), architektura team

płyty roku: Silent alarm, The Back room, The white album, Fru

filmy roku: Czasem słońce, czasem deszcz, Autostopem przez galaktykę, Powrót do Garden State, Wierny ogrodnik, Jak rozbity samolot

zespół roku (dla mnie): Bloc Party, Editors, The Rapture, The Beatles, Kanał Audytywny, Joy Division, Maximo Park, FF, z czystego fanatyzmu: The Rakes, Babyshambles, LCD Soundsystem

koncert roku: każdy Rotofobii, kilkupiosenkowy gig The Bravery w HMV, Płyny w Kulturalnej (żałośnie mało koncertów w tym roku, a wystarczyło zostać trochę dłużej w Zjednoczonym Królestwie!)

książki roku: Zły, Dziennik 1954, Blankets, FILIP, pierwsza połowa Lodu Sorokina, Same difference

prezent roku: srebrna mała robiąca zdjęcia, książki od yssy pod choinkę, Maki i podłożenie świni (od Magdy i g5 na parapet)

spacer roku: całodzienny z Miko (Portobello, South Kensington High, Selfridges), Covent Garden z Yssy i Januszem

zajawka roku: INDIE ROCK, INDIEPOPNIGHT, Brick Lane, torba w kształcie chlebaka, Tyrmand, komiksy, Miko, Lab. Reportażu, Ian Curtis, głos Szydło, SERIALE (SFU, Will&Grace, nadal Nip/tuck, L word), Wiadomości literackie

Podróż roku: Gravesend- Londyn- Brighton- Southampton, Rzym

praca: katowanie się stażem w telewizji informacyjnej (och, jak mi nie szło), miłe audycje wieczorne w radiu, tłumaczenie na Jutrze filmu 2005, przygotowywanie konferencji prasowej o paralizatorach (feel my pain), fabryka olei samochodowych (na szczęście nie na hali), promocja nocnego kina dla młodzieży

wtopa: miłosne cierpienia podczas sesji zimowej i letniej, miesięczny staż w sadystycznej telewizji, wielokrotne starcie z Instytutem Stosunków Medzynarodowych i z Informatyką, nieładne moje zachowanie w wielu sytuacjach, platonlowe pod adresem pana fotografa

tekst roku: U nas, na Shoreditch (BEZKONKURENCYJNY, autorstwa Iny), lansalot, And do you know why? Because it's fucking united!, opowieść Carla o pająku, który "keeps on coming back", historia z noszeniem resoraka po salonach samochodowych i opowiadaniem, że tak się skurczył podczas pierwszego mycia (Szymon: i widzi Pan tę małą kukiełkę w środku, to moja żona. To jeszcze dobrze. Ale ten krwawy zaciek na szybie- to mój pudelek!)

Wzruszenie: Chris Martin mówiący w radiu: "We are probably the best band in Camden. Except The Libertines", Brighton, Miko śpiewający stare piosenki o miłości i pożegnaniu w metrze, wyjazd z Gravesend (Mark said there were a few tears)


No.


Załóż bloga

Archiwum

2008
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec

Kategorie

Linki

Księga gości

Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl