sny
Link 02.11.2006 :: 19:41 Komentuj (3)
Śniło mi się dzisiaj, że przyjaźniłam się z jakąś wielką ekipą popstarsów. Najbardziej z Justinem. Uwielbialiśmy się wręcz PASJAMI!
Tylko Kayne West mnie nie lubił, nie do końca rozumiem czemu.
kitten
Link 03.11.2006 :: 14:51 Komentuj (4)
Oh, Kitten.

W końcu! Oczywiście się zakochałam w Kici. Cóż za śliczny, ciepły film. Choć momentami oglądanie Cilliana na obcasach bolało. Chociaż mniej niż jak go torturowali w "Wietrze buszującym w jęczmieniu".
Swoją drogą miła odmiania po:
-28 dni później- Cillian walczy z zombie i złymi ludźmi
-Intermission- Cillian obsesyjnie walczy, żeby odzyskać dziewczynę
-Wiatr buszujący w jęczmieniu- Cillian walczy o niepodległość Irlandii (również obsesyjnie).
But you won`t fool the children of the revolution
No you won`t fool the children of the revolution
Link 08.11.2006 :: 22:57 Komentuj (3)
Ha ha. HA HA HA.
Na liście gości na jutrzejszą imprezę jest ponad 350 osób. Zdaję sobie sprawę z tego, że to nie dlatego, że tak świetnie wszystko zorganizowałam (hej jak to nie ma projektora?), tylko dlatego, że znamy całe miasto i całemu miastu wysłalismy zaproszenia. Ale jaram się okrutnie.
Głowa mi pęka.
Będę musiała płacić za powtarzanie przedmiotu pewnie.
Uczę sie chodzić sama na obiady.
Dziś w dwie godziny napisałam pracę do której zamierzałam się od maja. I z powodu której mam problemy na studiach. Jestem dumną Królową Idiotek.
Głowa mi pęka.
Note to self- więcej UPORZĄDKOWANIA w życiu. Błagam.
Za to MOI MUZYCY są absolutnie przeboscy. Wysyłają mi smieszne smsy i żebym się odstresowała piszą mejle o wijących się gotkach i filipińskich podstarzałych sprzedawcach. LOVELY.
A od niedzieli mieszkam sama. Jest to potwornie dziwne. I owocuje zarywaniem nocy w związku z oglądaniem w łózku pierwszej serii Veroniki. Jednak wolałam jak była w liceum i wszyscy jej NIENAWIDZILI.
A w poniedziałek idziemy z Januszem na uroczystą GALĘ. W rolach: dziennikarka i fotoreporter:>
Link 21.11.2006 :: 15:58 Komentuj (6)

Which Rock Chick Are You?
A w kwestii bohaterów podobno Lukiem Skywalkerem. Yay!
Link 21.11.2006 :: 17:26 Komentuj (3)
(sprawozdanie)
Nowy Bond jest zabójczo dobry. Poważnie. Daniel Craig jest wyśmienity, choć czasami trochę się tęskno robi za angielską arystokracją. I jedyne co mocno zgrzyta (oprócz zmiany konwencji, która mi akurat pasuje) to czołówka i piosenka w tejże. Piosenka słaba, czołówka raczej bardziej jako przerywnik w pokazie slajdów na Chłodnej 25, niż jako CZOŁÓWKA. No ale ok. Oraz nigdy więcej do kina w dniu premiery, kiedy sale wypchane są po brzegi (para po lewej- cała lodówka na podorędziu, oraz kłócenie się o to co Bond zrobi, włączone telefony cały seans, chłopiec po prawej- nerwowe podskoki i obserwowanie mojej reakcji na film).
Wczoraj na akademii japońska trauma. Po przeokropnej Kobiecie uciekłyśmy z yssy z Kurosawy. Nienawidzę kina japońskiego, muszę o tym pamiętać. Hotline z filmoznawcami podał oczywiście, że to wybitne OBRAZY. Ja miałam nastrój na ciepłą wódkę w szklankach w dziwnych lokalach (nie żeby koniecznie pić) oraz śpiewałam na ulicy, ale skończyliśmy ostatecznie z Wojciechem w kfc rozmawiając o serialach.
(koncert Out of tune)
Dobry. Chłopcy się zdecydowanie poprawili. Fajne kawałki, nowe, lepsze aranżacje starych. Nowy człowiek w zespole, który fajnie gra na różnych instrumentach, głównie klawiszach. Jak na środek tygodnia w Jadło dziki tłum i moje ulubione koleżaneczki, co to je głównie spotykam na Dobrej.
Poza tym- mam dość indie. Muszę się chyba przerzucić na ekscytację folkiem/ jazzem/ baile funkiem/ grimem;-) czy wieszocznym przez Angelikę grindie (hyhyhy). W głośnikach najczęściej Justin, albo sety Sorry, Ghettoblaster. Ten pierwszy już niestety bokami wychodzi.
Poczytałam ostatnio swoje recenzje na onecie. Śmierć. Cóż za ekstatyczne piski. Stonowanie będzie od grudniowego numeru pewnego magazynu o popkulturze. Jak dobrze pójdzie.
Link 26.11.2006 :: 17:21 Komentuj (2)
(wstawka osobista, czyli pretensjonalnie i kodem)
Wczoraj niespodziewanie cudowny wieczór, dziś ból głowy i cztery godziny snu. Majspejs to szatan, który czasami bardzo psuje humor. Smutny mejl od Miko (chcę do Londynu!). Sometimes happy, sometimes sad. And I probably want to hug it out bitch. A na dobranoc/ dzień dobry moje nowe absolutnie ulubione chłopaki. Szczególnie E i Ari.



