Link 28.02.2007 :: 17:53
Komentuj (2)(ostatnio największa fascynacja)
Jonathan Coe. Trafiłam zupełnie przypadkiem, na fali chęci przeczytania czegokolwiek angielskiego. Opis Rotters' Club brzmiał zachęcająco, bo lata 70te, Birmingham, narodziny punk rocka i upadek rocka progresywnego i trzej dorastający chłopcy ze swoimi problemami.
(angielski Bildungsroman)
Pierwsze kilka stron Rotters' Club brzmi tak, jakby tłumacz nie dawał rady i miało się właśnie do czynienia z najbardziej pretensjonalnym angielskim bubkiem dekady, ale nic bardziej mylnego. Coe jest prawdziwym czarodziejem i mistrzem narracji. I oprócz irytującego początku i zakończenia wszystko jest idealne. Postaci i historie wchodzą do głowy i do serca, opanowują myśli i absolutnie nie da się od nich wyzwolić. Coe cały czas zmienia sposoby narracji- czytamy listy, wycinki z prasy, pamiętniki bohaterów, protokoły z zebrań, jest milion retrospekcji i nagłego wybiegania w przyszłość. I ani chwilę nie czuje się, że to tylko od tak, sztuka dla sztuki. Te wszystkie drobne linki i wątki łączą się pięknie, układają i tworzą boską całość. Popular fiction at its best. Jest muzycznie, jest historycznie, jest dokładny opis Wielkiej Brytanii w latach 70tych, jest nostalgia za okresem dorastania. Jest też histerycznie zabawnie, absurdalnie. Jednym z moich ulubionych wątków są listy do gazetki szkolnej od wymyślonego przez młodych redaktorów, Brytola z krwi i kości, odznaczonego medalem Imperium Brytyjskiego, który biada nad kondycją Zjednoczonego Królestwa i lata z bronią za kolonijnym elementem, który coraz częściej pojawia się na ulicach czystej Brytanii.
(hilarious and devastating)
Podobnie, jak w Rotters' Club, Coe prowadzi narrację w "House of sleep". Tylko tutaj trudniej zżyć się z bohaterami, bo to tak naprawdę czwórka ludzi niestabilnych psychicznie, z gigantycznymi problemami, do których trudno zapałać czystą sympatią i o którym czytanie jest trochę bolesne. Ponieważ czytałam w oryginale, to miałam spóźnione reagowanie na dowcipy i rozumienie na podstawowym poziomie fabuły, więc histerycznie zabawnie nie było. To smutna książka, której akcja toczy się powoli, aż nagle wszystko zmienia się o 180 stopni, a czytelnik dostaje po głowie plot twistami, z których niewiele da się przewidzieć. Ostatnie 40 stron martwisz się i boisz jak to wszystko się skończy. I kończy się tak strasznie smutno, ściska za serce okropnie, a też w taki sposób, który by mi nigdy do głowy nie przyszedł.
A dokładnie dwa tygodnie temu Katarzyna przywiozła mi z Anglii "Closed Circle", kontynuację Rotters' Club. A Coe zaczął historię *trzydzieści lat później* od mojej ulubionej bohaterki, która ma fantastyczne i bardzo znajome przemyślenia o życiu. Więc od samego początku się chichotam i ekscytuje.
kawałek Rotters' Club
zapowiedź Closed Cirle (już w kwietniu!)
kilka faktów o pisarzu;-)