Link 02.10.2006 :: 13:51 Komentuj (1)
And the headlines for today are:
Janusz za godzinę i 10 minut będzie w Warszawie!!!
Link 05.10.2006 :: 09:21 Komentuj (5)
Więc Janunio powrócił, co jest najlepszym newsem od bardzo, bardzo dawna. Dość wymęczony tymi pracowitymi wakacjami, zakochany w Nowym Yorku, ślicznie wyglądający w nowych ciuszkach i z ćwiekiem w brodzie (I kid you not). Mieliśmy małe powitanie na lotnisku, co prawda bez balonów i transparentów, bo rodzicielka Janunia się zapowiedziała i nie chcieliśmy robić siary. A później siedzieliśmy na piwie w Klapsie w te pięć, prawie podstawowych osób i miałam mocne wrażenie, że w końcu czuję się jak w domu, że wszystkie części układanki na miejscu. I że jak coś mi się będzie działo, to jest osoba, która mnie ustawi do pionu. To tyle w ramach publicznych zwierzeń, więcej nie będzie;-)
Poza tym usłyszałam, że musimy się przeprowadzić do NYC (jak dla mnie spoko), dostałam całe mnóstwo amerykańskich gazet i swojego zamówionego iPoda. Więc teraz zachwycam się recenzjami muzycznymi i filmowymi z Rolling Stone/ dostaje depresji przy Vogue'u/ ekscytuję się przenośną biblioteką muzyczną. Janusz pojechał do rodzicieli, a my czekamy na sobotnią przeprowadzkę na Żoliborz.
Z innych newsów:
W piątek byłyśmy z yssy na spotkaniu z Marjane Satrapi. Cóż za cudowna i mądra kobieta. Szkoda, że Pani prowadząca spotkanie była konkretną kretynką, pan tłumacz tez niespecjalnie pomagał. Później stojąc w długiej kolejce dostałyśmy autografy. W sobotę na otwarciu Pewexu (ładnie powiększyli ale nadal jest tam CIEMNO)- dość zabawnie, ale krótko; indie młodzież- check, gwiazdy światka gejowskiego ze świtą- check. W niedzielę sprzątałam swoje nowe mieszkanie, spędzając tam pierwszy raz więcej niż 30 minut. Wnioski: podłoga jest dokładnie taka jak chciałam, a łazienka jest przepiękna. Wg planu jeszcze tylko 10 dni. Z serialami w normie- Oficerowie nadal prześliczni, Magda M. nadal irytująca.
Nastrój b. dobry. Z tego wszystkiego wzięłam się odkładanej ciągle pracy. Co w mojej podstawowej przyniosło efekty w postaci pięknej premii za wrzesień, co w mojej stowarzyszeniowej w końcu popchnęło sprawy do przodu. Szkoda tylko, że studia leżą odłogiem. Ostatnio nawet się odważyłam i zajrzałam do indeksu i jedno jest pewne- w żaden sposób nie jestem legalnie na 5tym roku.
Link 08.10.2006 :: 16:53 Komentuj (5)
Chorowanie jest czasami FAJNE. Można oglądać przez cały dzień telewizję bez wyrzutów sumienia (bo na nic innego i tak nie ma się siły). Wczoraj: kanadyjska przedurna komedia romantyczna, Entourage (w polskim hbo zwany EKIPĄ), Przed zachodem słońca (jaki to ładny film jednak) oraz pierwsza część Bridget Jones. W piątek oglądałam drugą.
W piątek pierwsze koty za płoty na WFF. Co prawda w stanie ledwo przytomnym i ciągle smarkającym, ale było warto. Świetny pomysł z tą Kinoteką, jest tak blisko do drugiego kina festiwalowego. Na pierwszy ogień argentyńska "Woda" (hyhy), która w gazetce festiwalowej ma taki opis, że bez kija nie podchodź: "Chen ukazuje ciała dwóch pływaków- głównych bohaterów, jako mechaniczne masy zaprogramowane, po to by dokładnie powtarzać ruchy. Dialogi ograniczono do minimum, a zamiast muzyki użyto efektów dźwiękowych, które pozwalają widzom wejść pod wodę razem z bohaterami". Gówno prawda. To takie moje ulubione minimalistyczne kino latynoskie (Greebo, I kid you not, coś takiego istnieje), w stylu: "Niespodziewanie" i "Jak rozbity samolot". Później "Źródło". Ogólnie: litości Panie Aronofsky. Chociaż przepiękne to wizualnie, to prawda.
A czwartek i piątek dał mi ogólnie po tyłku i przypomniał, że nie ja decyduje o tym, jak się wszystko potoczy.
Tam filmy na mnie czekają, chcę być zdrowa!
śmierć
Link 16.10.2006 :: 18:52 Komentuj (1)
Jezu jak zimno. Za jakie grzechy? Oraz: każdy powinnien mieć taką plakietkę jak w amerykańskiej armii z wypisaną orientacją seksualną. To by wiele ułatwiło. Chociaż niewiadomo, plakietki niepotrzebne, a ja nie mam do końca skrzywionego odbierania rzeczywistości.
Po raz kolejny się zebrałam i wzięłam do pracy. Mam nadzieję, że tym razem skutecznie i żadna choroba mnie już nie rozłoży. I że załatwię wszystko ze szkołą.
WFF bardzo udany, widziałam co prawda żałośnie mało filmów, ale wszystkie dobre/ bardzo dobre. Ale o tym jeszcze będzie. Tak samo jak o urodzinach Wojtka, które były absolutnie cudowne.
No, a w piątek pierwsze nocowanie na Mickiewicza, serki śmietankowe na śniadanie i oglądanie setek zdjęć podobno przyszłego męża.
Boy- it feels so good that ur back in town!
Jest mi zimno, muszę sobie kupić Śnieg.
Nananana.
updejt: komunikat z ostatniej chwilii:
nienawidzę świata. Pan z Młodego Centrum sobie jaja ze mnie robi, a najbardziej zatwardziały kawaler świata, tydzień temu wziął ślub. Śmierć.
śmierć
Link 25.10.2006 :: 01:37 Komentuj (4)
Strasznie dużo do opisania, a czasu w ogóle niet. Dziś 11 godzin w pracy, po nocy wysłanie mejli do polityków (obie Kasie się ciągle boja moich fascynacji panami z młódzieżówek). Część rzeczy wyszła pięknie, część zawaliłam. Panicznie boję się szkoły, po zeszłym tygodniu, kiedy spędziłam tam kilka godzin, mam autentyczną traumę i wstręt do instytucji edukacyjnych.
Poza tym: sesja zdjęciowa w profesjonalnym studiu, urodziny Janusza, artykuł o Wybieram.pl w Dużym Formacie (patrz jak przeklinam na łamach ogólnopolskiej gazety- wtopa), impreza w Mono i odkrycie, że takie COŚ jeszcze istnieje, prawie skończone mieszkanie, fascynacja Ostrym dyżurem i nową płytą Fisza.
Poza tym genialny Mawil, a tak konkretnie Bend. Które jest urocze, zabawne, prawdziwe, w którym mnóstwo smaczków z nastoletniego, szalonego, rokendrollowego życia. Uwielbiam kształt dymków w tym komiksie, to jak zależą od nastroju, to jakie genialne rzeczy dzieją się na drugim planie rysunków. Ale o tym tyle, bo ponieważ wszystko nabrało jakiegoś dzikiego rozpędu, to możliwe, że gdzieś te swoje refleksje niedługo opublikuje.
Poza tym lowe dla obu Kaś za zupełnie różne rzeczy. Oraz dzisiaj wybitne uwielbienie dla Angeliki, której powinnam się słuchać i łazić za nią całe życie.
Niech już się skończy ten tydzień, bo nie mam siły. Ogólnie rzecz biorąc jest trochę fajnie. Oraz od soboty mam swój pierwszy w życiu, absolutnie własny komputer (śliczny! żadnego wewnętrznego PSIE). Mam też kłopoty finansowe, ale zen. Oraz trzymam się teorii, że udziwnione kino europejskie jest bardzo dla mnie. Ale i tak najbardziej się wzruszam na About a boy.
Dobra, koniec tego. Dobranoc.
idealny dzień
Link 31.10.2006 :: 10:59 Komentuj (3)
Wczoraj był absolutnie idealny dzień. Wstałam, obejrzałam na dwa komputery Romance & cigarettes (na jednym działał dźwięk, na drugim obraz), napisałam recenzję do nowego magazynu, co niby mam z nim współpracować (tfu,tfu). Pojechałam do Kinoteki oglądać smutny film o Irlandii, po smutnym filmie stwierdziłam, że muszę się zająć narodami uciskanymi w swoim życiu, więc poszłam zakupić na ten temat książki. O narodach/ kulturach uciskanych było w Empiku niewiele pozycji (oprócz Żydów), więc skończyłam z jedynym Hornbym i Śniegiem, który po dwóch tygodniach poszukiwań w KAŻDEJ księgarni w centrum, w końcu pojawił się w sklepach (brawo dla Wydawnictwa Literackiego, brawo!). Po czym obejrzeliśmy z gribo i yssy nowy odcinek Veroniki i trzy Brothers and sisters. Miły serial, bardzo ładny wizualnie oraz to naprawdę super uczucie oglądać Calistę Flockhart kiedy nie trzęsie ciągle głową i nie robi z siebie neurotyczki. Poza tym uwielbiam Rachel Griffiths, która w tym serialu jest rozsądną matką i żoną. Co nie zmienia faktu, że ciągle mam wrażenie, że zgodnie ze swoimi przyzwyczajeniami z 6fu nagle się rozbierze, zacznie wciągać jakieś narkotyki i ciągnąć nieznajomych do łóżka.
W Empiku półki z płytami, które się wcześniej nazywały muzyka alternatywna/ nowe brzmienia nazwano INDEPENDENT. Czuje się matką chrzestną tego wydarzenia, poważnie. Stałam z otwartą buzią i gapiłam się przez dobre kilka minut.