astarte at ownlog '06


Link 12.01.2006 :: 17:58 Komentuj (0)

chodźmy wszyscy do punktu


Link 24.01.2006 :: 23:58 Komentuj (0)
Chyba powoli wychodzę na prostą jeśli chodzi o wszystkie zaległości szkolne. Odkąd pomieszkuję u mamy (prawie pusty dom, pół rodziny wyjechało szaleć na stokach) napisałam trzy prace: o ćpaniu, prezydencie i czasopismach katolickich. Całkiem niezły bilans. Czytam reportaże, słucham reportaży. Przede mną jeszcze dwie książki do zrecenzowania (w jednej przez DWADZIEŚCIA STRON omawiana jest historia prowadzenia sklepu z DYWANAMI), sześć tekstów do napisania (w tym jeden o Blankets dla KSIĘDZA), jeden do poprawienia, a później sesja. Nie chodziło się do szkoły, to się ma.

Poza tym popekstaza, telewizor w domu, który ma 60 kanałów. Łykam wszystkie programy po kolei. Oglądałam nawet rozdanie Telekamer, które rozbawiło mnie do łez. Polacy wybrali. Papieża, nianię i kurwę. Yeah. Poza tym zawsze bawi mnie wybieranie gościa honorowego.

Po drodze działo się (?) wiele. Na pewno dwie serie Six feet under (Brenda, zdychaj, Ty kurwo) i fascynacja moją wykładowczynią od dokumentu radiowego. I znalazłam chyba nową ulubioną indieimprezę. I miałam napisać hymn pochwalny na cześć kabebe i jej dobrego wpływu na mnie. Ale wczoraj na mnie NAKRZYCZAŁA.
Z atrakcji stycznia jeszcze: powolny objazd miasta gangsterską taksówką ciężarówką i SZALONY klabing.
I byli Anglicy. Oj byli.

A teraz proszę zajrzeć tutaj:
ALL4PJUS



Link 25.01.2006 :: 21:56 Komentuj (9)
O rany.
Polskie MTV, środek tygodnia, chwila po godzinie 21.
* Arctic Monkeys - When the sun goes down
* Hard Fi - Living for the weekend
* Depeche Mode - The pain I'm used to
* Arcade Fire - Rebellion (Lies)
* The Strokes - Juicebox
Wow. Jednak idzie nowe?

Przy okazji. Szymon zawsze idealnie wyczuwa co będzie mi się podobało. Tak było w przypadku Scotta Pilgrima, tak było w przypadku tysiąca rzeczy. Obecnie Arctic Monkeys. Lubiłam od samych wakacji, kiedy pierwszy raz usłyszałam I bet you look good on the dancefloor. Później było fajnie Fake tales of San Francisco, a teraz When the sun goes down. Które brzmi jak The Libertines spotyka the Strokes. A teledysk do Juicebox (nawet w wersji ocenzurowanej) uznaje za mistrzowski. W ogóle chłopaki w wydaniu mrocznym/agresywnym są jeszcze lepsi. Ale fascynacja Panami z NYC z okazji wydania nowej płyty to już stara sprawa, zeszłoroczna.

A teraz dwie największe zajawki internetowe od wieków:

Naughty James and his beautiful Sophie

super talented, super nice says Craig

Załóż bloga

Archiwum

2008
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec

Kategorie

Linki

Księga gości

Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl